Showing posts with label polityka. Show all posts
Showing posts with label polityka. Show all posts

Tuesday, 8 November 2011

Richard Meztzger na temat okupacji Wall Street!


Jesli chcecie przeczytac sobie jakas insajderska notke na temat aktualnego stanu okupacji Wall Street, polecam post Richarda Metzgera na jego stronie Dangerous Minds. Oto link.


Wednesday, 10 August 2011

Londyn płonie!



Nazywają je najbardziej zróżnicowanym etnicznie miastem na świecie, z pewnością jest też jednym z najbardziej skomplikowanych pod względem społecznym. Oficjalnie zamieszkuje je 10 milionów ludzi, nieoficjalnie mieszkańców może być nawet dwa razy tyle. Ekonomia londyńska oscyluje pomiędzy wysokim dochodem narodowym brutto, generowanym przez pracowników City Of London i małymi, choć niezliczonymi strumieniami dochodu nisko opłacanych pracowników fizycznych: sprzątaczy, barmanów, opiekunek do dzieci, traderów marketowych, pomocników na budowie etc. Na tym jednak rozwarstwienie się nie kończy... na samym dole drabiny są tysiące osobników, obdarzonych przez naszych rodaków pięknym mianem "beneficiarzy".

Ile jest beneficiarzy w samym Londynie, bardzo ciężko jest powiedzieć, samych benefitów jest bowiem tyle, że ciężko to ogarnąć. Można dostawać zasiłek okresowy ze względu na problem w znalezieniu pracy, ale można także czerpać zasiłek, przyznawany matkom po urodzeniu drugiego dziecka... i każdego następnego. Osobnymi benefitami są darmowe mieszkania ("council flaty"), zapomogi komunikacyjne lub nawet całkowita refundacja kosztu tygodniowych czy miesięcznych oysterek. Następnie są już całkowicie ezoteryczne benefity tj. zapomogi dla inwalidów (można je bez problemu dostać także za przedłużające się skręcenie kostki "uniemożliwiające pracę" etc.), zapomogi dla rowerzystów, a na samym końcu zasiłek dla bezrobotnych, przysługujący każdej legalnie przebywającej osobie w Wielkiej Brytanii, która zdołała przepracować 18 miesięcy. Właśnie ten zasiłek jest główną przyczyną pogłębiającego się kryzysu ekonomicznego w Wielkiej Brytanii.



Gdy pod koniec lat '70 rząd Margaret Thatcher przestawiał się na własną wersję ekonomii "wolnorynkowej" prywatyzując lub po prostu zamykając nierentowne kopalnie i zakłady przemysłowe na północy Anglii i w Szkocji uwalniając także funta poprzez zastosowanie niskich stop procentowych, wygenerowane w ten sposób oszczędności budżetu szybko zaczęły dawać Wielkiej Brytanii drugi oddech na rynkach międzynarodowych, jak też pozwalać na reformę armii i oczywistą ekspansję neokolonializmu. Ekonomii pomogła też oczywiście druga fala imigracji, głównie z Afryki i Karaibów, gdzie społeczństwa tonęły w błocie niemocy. Decyzje ekonomiczne Torysów, jak dobrze wiemy, nie cieszyły się zbyt dużą popularnością społeczną i druga połowa lat '80 wzmocnila popularnosc Labour Party, która wykorzystała niepokoje społeczne i sprzeciw wobec nowych podatkow zdobywajac parlament w latach '90. Jedną z głownych decyzji Labourzystów było złagodzenie tych niepokojów poprzez głęboką reforme systemu opieki społecznej i zapewnienie bezrobotnym szerokiej gamy środków i instrumentów finansowych, dzięki którym mieli odzyskać swoją obywatelską godność.

Koniec lat '80 i początek lat '90 to okres wydobywania się Wielkiej Brytanii ze szponów długiego kryzysu ekonomicznego i gwałtowny wzrost rynków, co łączyło się także z powstawaniem nowych miejsc pracy. O ile okres ten był idealną sposobnością dla wszystkich warstw społecznych do akumulacji kapitału i bezstresowego wydobywania się z biedy czy też po prostu bogacenia się, beneficiarze przyzwyczajeni do opiekuńczej ręki państwa nie stanęli na wysokości zadania powiększając jedynie swoje żądania, co doprowadziło w szybkim czasie do nadęcia budżetu opieki społecznej do niebotycznych rozmiarów. Ze względu na okres ekonomicznej ekspansji Wielkiej Brytanii, nie był to jednak żaden problem – bogacące się wszystkie grupy społeczne nie protestowały przed finansowaniem beneficiarzy ze swoich podatków. Gdy jednak w 2008 w Wielką Brytanię uderzył w końcu krysyz ekonomiczny, spowodowany spekulacjami na rynku nieruchomości w Stanach Zjednoczonych, paradoksalnie wzmocnionych przez absurdalne regulacje rządowe dla korporacji ubezpieczeniowych, podpisywane przez gabinet Billa Clintona, sytuacja dramatycznie się zmieniła.

Z dnia na dzień ekonomia znalazła się w kiblu, a duże i małe biznesy na równi stanęły nad skrajem przepaści. Na Camden Town, gdzie wówczas pracowałem, tygodniowo zamykały się 2-3 sklepy, a pubom w Wielkiej Brytanii groził upadek. Marks & Spencer tracił 20% przychodu brutto miesięcznie, a nad HMV zawisła chmura bankructwa. Lata 2008-2011 należą do najgorszych w Wielkiej Brytanii od przynajmniej 30 lat i trudno się dziwić, że frustracja społeczna wzrasta z miesiąca na miesiąc. W Londynie, który od wielu lat żywił się napływem taniej siły roboczej i dużym wzrostem ekonomicznym, zapewniającym masowe miejsca pracy, ten stan rzeczy jest zwielokrotniony przez stres przeludnienia, masowo występujące skupiska bezrobotnych, getta słabo mówiących po angielsku nielegalnych imigrantów oraz rosnące w siłę z dnia na dzień nastoletnie gangi, który dysponują tak dużą psychologiczną siłą, że ludzie boją się zwrócić uwagę w autobusie komukolwiek poniżej 20 roku życia.



Tottenham, gdzie wybuchły zamieszki, jest w Londynie szczególnym miejscem nie ze względu na oddziaływanie kulturalne i nie ze względu na klub sportowy, ale ze względu na najniższe czynsze w tym mieście, które zawsze przyciągają najbiedniejsze warstwy społeczne – beneficiarzy i świeżych jeszcze imigrantów. Nikt nie wie na pewno czy Mark Duggan był dilerem, czy pierwszy otworzył ogień, czy naprawdę zaczął uciekać gdy zatrzymała go policja, ale jedno jest pewne, zasadniczo mógł być to ktokolwiek inny, gdyż Londyn jest od kilku lat jak beczka prochu i cokolwiek może stać się iskrą zapalną. Należy oczywiście dodać, że londyńska policja w żadnym stopniu nie przypomina polskiej, to bardzo nieefektywna, spętana procedurami grupa, która nie może nawet używać gumowych kul do rozpędzania tłumu. Od wielu lat nie radzi sobie nawet z nastoletnimi gangami, które ganiają się z nożami po całym Londynie próbując się nawzajem eliminować. Zajścia tj. dwunastolatek, który dostaje nożem w parku, bo ma „nieodpowiedni adres” to w Londynie normalka!

Właśnie na styku niewydolności, lenistwa i całkowitego upadku instytucji rodziny w Londynie rodzi się problem gangów, które amerykanizując się pod wpływem mediów, zaczynają wywierać coraz większy wpływ na lokalne życie społeczne. Właśnie te grupy gówniarzy nie chodzących do szkoły, pochodzących z rodzin siedzących od lat na benefitach, w których nawet umiejętność wysłowienia się po angielsku przychodzi z trudem, stają się głównym ostrzem rozruchów, jakie wybuchły cztery dni temu w Tottenham. Są za młodzi i za głupi, żeby posiadać jakąkolwiek świadomość polityczną, karmieni snami o sławie i bogactwie, które roztaczają dookoła brytyjskie media marzą o nowych Nike'ach, Wii i iPhonie 3G. Ich atakami padają sklepy na głównych ulicach i sieci handlowe tj. JB, HMV, Tesco czy Debenhams. Nie interesuje ich wydawanie manifestów politycznych ani zawiązywanie ruchów samopomocy, to nie ten typ młodzieży, która poszłaby pracować w syndykacie anarchistycznym dla dobra klasy robotniczej. To bardzo smutne, ale te największe w Londynie zamieszki od ponad 30 lat są motywowane przez niskie instynkty bandy sfrustrowanych dresiarzy, którzy wykorzystują swoje pięć minut, żeby włamać się do sklepu z elektroniką i spierdolić na chatę pod osłoną nocy. Najgorsze jest jednak to, że są oni idealnym tworem państwa socjalnego, w którym na każde wyciągnięcie ręki sypie się złoto.

Saturday, 18 December 2010

Im więcej się zmienia, tym więcej pozostaje bez zmiany

Pomimo tego, ze z pewnoscia da sie przeprogramowac umysł za pomocą jogi, medytacji, sugestii, środków psychedelicznych czy nawet zyciowego szoku, ten specyficzny stan znany koneserom jako "reset" staje sie doświadczeniem bardzo niewielu... czy można sie w ogole zastanawiać co byłoby, gdyby zaistniał jako możliwośc powszechna? Co stałoby sie, gdyby był on szerzej znany w Polsce, gdzie przyssanie się do układów, przyzwyczajeń, manii, fobii i swoich prywatnych interesów od wieków stanowi największą przeszkodę w normalnym funkcjonowaniu kraju?

Już przeciez w XVII wieku postępowa szlachta mówiła o szalejacej w Rzeczpospolitej "prywacie"
- sprzedawaniu sie temu, kto daje więcej. Długie lata rozpadu państwowości, Zaborow, odbudowy po I Wojnie Swiatowej, totalitarnego zamordyzmu po II Wojnie Swiatowej i ponownej odbudowy po zmianie systemu - efekty tego egoizmu elit - wydają sie czasem, jak lekcje z nudnego przedmiotu, gdyz szybko sie o nich zapomina.

Czy masowy reset społeczno-polityczny jest w ogóle możliwy? Ciężko na to pytanie odpowiedzieć, ale patrząc z pewnej perspektywy, wydaje mi sie, ze pozostaje to jedynie w sferze marzen... jest to tak nierealne, jak przekształcenie, panujacego w Polsce klimatu umiarkowanego w tropikalny z dnia na dzień. Pewne rzeczy nie zmieniają sie nawet po przejściu przez nie huraganu i ta myśl z każdym rokiem coraz bardziej nie pozwala mi myśleć optymistycznie o dalszych losach kraju, z którego spieprzylem, bo dobijala mnie panująca w nim niemoc, korupcja, alkoholizm i powszechny upadek jakichkolwiek zasad życia społecznego.

Z rozbawieniem, ale i ze smutkiem obserwuje głosy na polskich forach i portalach internetowych, które wydają się jak mrowie szczurów, skaczacych sobie nawzajem do gardeł - wszystkie uwikłane w niekończąca sie grę polityczna, która z wielkim zadowoleniem musi być obserwowana przez każdy kolejny gabinet, rząd, dbajacy tylko o to, żeby jak najdłużej utrzymać sie przy władzy. Stare, punkowe teksty doskonale chwytają sedno. Politycy w Polsce kochają dzielić, społeczeństwo podzielone, to bezradne, fanatyczne stado, które w fantastyczny sposób odpierdala czarna robotę - nie wchodzi w drogę brakowi zmian i reform. Za każdym razem, gdy widzę zwolenników PiS skaczacych na popleczników PO, nie jestem w stanie oprzeć sie myśli, jak głębokim trzeba być idiotą, żeby nie zauważyć, że to idealny sposób na wzmacnianie władzy przez klasę polityczna - bardzo zwarta i jedyna de facto formację rządząca w Polsce!

Raz w życiu głosowałem w wyborach prezydenckich i żałuję. Gdy ktoś mnie namawiał do głosowania ponownego, mówiłem zawsze: "Stary, poczekaj rok" i kończyło sie zawsze tak samo, korupcja, aferami, zamiataniem problemów pod dywan, obsadzaniem swoimi wszystkich możliwych stanowisk i kompletna degrengolada, która byłaby wstydliwa w każdym zachodnim kraju (może poza Wlochami).

Po raz kolejny pisze, że na zmiany można czekać, można ich zadać i można je promować, ale jedynym skutecznym sposobem jest wyłączenie sie z gry i ich wymuszenie! Wolne Konopie razem z Gota ogłosiły, że będą wdrażać swój projekt Cannabis Clubow pomimo razacej w Polsce dyskryminacji palaczy konopi, która każe zlapanego z przykładowa ilością 0,3 grama delikwenta 3-5 latami więzienia. Pomimo wielkiej kampanii na rzecz legalizacji, popartej racjonalnymi argumentami, rząd zatrzymywał każdy kolejny projekt reformy faszystowskiej ustawy w lodowce wolac szerzyc kampanie strachu i terroru wobec dopalaczy... wszystko zaś w sercu cywilizowanej Europy.

Przy okazji, za zamknietymi drzwiami podwyższono jednak VAT na wszystko co tylko możliwe, składkę emerytalna, zrezygnowano z obciecia dofinansowania dla partii politycznych z budżetu państwa oraz dalej prowadzono rozmowy na temat absurdalnego umieszczenia w Polsce wyrzutni rakiet Patriot, które miały być nieuzbrojone! Tymczasem 1/4 dzieci w Polsce zdycha z głodu, rodzice nie mają za co kupić pieluch, a uzależnionych od heroiny nie leczy sie, ale wsadza do więzienia. Awansowaliśmy jednak z ostatniego na przedostatnie miejsce w Europie w wykorzystywaniu terapii metadonowej dla heroinistow, co stało sie kolejnym elementem propagandy sukcesu.

Cieszmy sie jednak, ze Polska jest w Europie, gdyby była w Azji, już placilybyscie obowiązkowo 95% podatku dochodowego, a z ekranów padalyby słowa otuchy o budowanym dobrobycie...


Sunday, 5 September 2010

"Hunter Thompson: The Crazy Never Die" - rare documentary about the legend!



"Hunter S. Thompson: The Crazy Never Die" (1988) is a rare documentary produced by The Mitchell Brothers, owners of the famous O'Farrell Theatre in San Francisco. Originally issued as a VHS tape only, it pictures Thompson on campus tour including stops in Oregon and Kansas, shows him workig with the gals, dining and taking part in Survival Research Laboratories' performance. Another great bite for die-hard Thompson's fans.









Saturday, 10 April 2010

Lechu - człowiek bez uśmiechu czyli nieoficjalne epitafium!

Wielu z Was pewnie rozpacza dzisiaj od rana na wieść, iż nasz prezydent i wielki mąż stanu - Leszek Kaczynski, zmarł wraz z całym dworem padajac ofiarą wadliwej maszyny lotniczej na terytorium naszego odwiecznego wroga - moskalskiej swoloczy!

Nasze wiewiórki donoszą jednak, ze całe wydarzenie nosi znamiona oczywistego spisku zydokomunistycznego, wspomaganego przez satanistycznych gojów z Brukseli! Nie należy w tych dniach wierzyć ani podłym, rosyjskim mediom, ani zgnilym, liberalnym organom krajowym. Oni chcą odebrać Wam ostatnia nadzieję na uratowanie naszej drogiej ojczyzny z rąk pedofilskiej mafii i dekadenckich Iluminatow, rezydujacych w Monte Carlo.

Podaje Wam więc tymczasem wersję nireficjalna, ale jakże prawdziwsza od oficjalnej, która wyciekła tajnymi kanałami z Moskwy. Otóż nasi patrioci żyją, trzymani w tajnym więzieniu, w górach Ural, gdyż samolot nie rozbił się, a został porwany ze wszystkimi pasażerami na pokładzie. Mgła byla jedynie zasłona dymna, która miała odwrócić uwagę od podlozenia przez służby specjalne rozbitych części samolotu dwa dni wcześniej!

Prawda to okrutna, ale ten smutny przekaz z telewizji został zmontowany w studiu filmowym "Miedzwiedz", w Moskwie. Żadnej katastrofy tak naprawde nie było! Nasi dzielni patrioci są trzymani w zamknięciu, gdzie będzie się ich karmić skopolamina, STP i konskimi dawkami LSD, żeby wydobyć tajemnice państwowe tj. plany konstrukcji Tarczy Antyrakietowej i przeznaczenie Gazociagu Polnocnego.

W ciągu roku władze rosyjskie planują także dokonanie na wszystkich serii operacji plastycznych, po czym osadzenie ich w małej wiosce pod Murmanskiem, gdzie będą całkowicie odseparowani od świata.

Jeśli czujesz, że los naszych polityków nie jest ci obojętny, natychmiast wyślij e-mail protestacyjny do ambasady rosyjskiej w Warszawie! Prosimy o rozpowszechnianie powyższej wiadomości!


Friday, 9 April 2010

Sprawa dopalaczy... a może coś więcej.

Sledzac z oddali polskie realia coraz rzadziej poważnie traktuje mnozace się w zawrotnym tempie idiotyzmy, które przekazują oficjalne media. Osobiście, uważam ze ten kraj nie dojrzał jeszcze do bycia częścią Europy i "dotarcie sie" może mu zająć trochę więcej niż sie to na codzien przypuszcza. Cóz jednak zrobić? Śmiać sie czy płakać?

Polskie społeczeństwo dzieli sie moim zdaniem na dwa obozy, a linie podziału są coraz bardziej widoczne. Główna linia wydają sie wiek i umiejętność korzystania z nowych mediów (lub też poleganie na nich), co sprawia ze nieuchronnie zostaje podważona rola państwa w funkcjonowaniu indywidualnego życia.

Główna kością sporu w Polsce staje sie więc "niepodwazalny autorytet państwa nad jednostkowym stylem życia" - wyniesione z realnego socjalizmu przekonanie polityków o swojej wszechwladzy i wszechwiedzy, dające im podstawę do tłumienia wszelkich oddolnych ruchów społecznych.

Chcialbym zwrocic uwage, ze to tylko jeden krok od systemu, panującego w Korei Polnocnej. Jedyna różnica wydaje sie dostęp w Polsce do telewizyjnych tok szolow i możliwość robienia zakupów przez Internet.

Dlaczego tak, a nie inaczej, pomimo zwiekszajacego sie dystansu liberalizmu miejskiego stylu życia do oficjalnego stanowiska na ten temat wszystkich partii politycznych?

Po pierwsze dlatego, ze WSZYSTKIE partie w Polsce są konserwatywne :) Tak, właśnie. Nie ma w tym kraju partii przedkladajacych dobro jednostki nad dobro aparatu państwowego. Różnice estetyczne nie niweluja braku różnic swiatopogladowych. Stąd ten cały medialny cyrk (nikt nie wie o co chodzi), gdyż silnie związane z oficjalnym dyskursem koncerny medialne reprodukuja jedynie obraz sceny politycznej, która jest silnie zuniformizowana. Jej nieistniejace spektrum musi być więc przedstawiane w sposób holograficzny, tak aby dać złudzenie pluralizmu.

Pierwszym przykazaniem konserwatyzmu jest zas hamowanie nowości, a drugim kontrola jednostkowych zachowań i poglądów. Najprostszym rozwiązaniem ustawodawczym jest tez zawsze wprowadzanie zakazów, cenzura i nakładanie nowych podatków lub obowiazkowych zobowiązań moralnych/finansowych wobec państwa.

Sprawa dopalaczy jest typowym przykładem tego typu polityki. W ciągu ostatniego roku Polska stała się swiatowym liderem wprowadzania zakazu obrotu i spożywania pewnych substancji psychoaktywnych, zawartych naturalnie w setkach ziół/roślin/korzeni z całego świata. W głosowaniu o zmianę ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, tylko 5 głosów było przeciwko - przykład tego, ze porozumienie ponad podziałami jest możliwe i że konserwatyzm jest wspólnym mianownikiem elyt.

Właśnie sprawdzałem, co jest jeszcze legalne i w zasadzie nielegalne jest już wszystko. Należy chyba tylko czekać aż rząd polski zdelegalizuje bitą śmietanę w puszkach, banany, gałkę muszkatołowa, waleriane i cały zestaw ziół, sprzedawanych w aptekach. Społeczeństwo będzie miało w ten sposób realny nakaz trucia sie alkoholem, nikotyna i psychotropami. Srodki przeciez przebadane, a więc najzdrowsze!

W porównaniu choćby z Wielka Brytania, w Polsce panują mroki Sredniowiecza. Tu dragi dzieli sie na grupy ze względu na szkodliwość zdrowotną, a kary za posiadanie są uzależnione od przynależności danej substancji do której z grup. Za posiadanie małych ilości marihuany przykładowo, za pierwszym razem grozi pouczenie, za drugim mandat, dopiero za trzecim razem sprawa ląduje w sądzie, gdzie szanse na wyrok wiezienia są i tak minimalne.

Nie dziwi więc w UK w ogóle, ze ostatnie wyniki OFICJALNYCH badań naukowych umieścily potencjał destrukcyjny alkoholu i nikotyny tylko nieco niżej od heroiny, zaś marihuana została uznana za jedna z najmniej szkodliwych używek.

Słabo widzę takie badania w Polsce, jako ze tu BADAN SIE PO PROSTU NIE ROBI, a społeczeństwu przedkłada gotowe decyzje! To pierwsza rzecz, której powinien sie domagać ruch legalizacyjny - poparcia decyzji ustawodawczych dowodami naukowymi, wyjścia z zasranego Sredniowiecza, kiedy wszystko brało sie na wiarę! W Polsce kocha się stan, który sprzyja szerzeniu paniki i histerii - daleki poglos polowań na czarownice. To zaś właśnie należy zmienić!

Pierwszym krokiem powinno być jednak dojscie do tego, ze państwo wyrzyga w końcu religijną zasade sądzenia a priori i porzuci wpierdalanie się w ludzkie decyzję światopoglądowe uznając się za część post oświeceniowej Europy.

Druga sprawa są zagrania medialne, w czym po prostu mistrzem jest Gazeta Wyborcza, w której znalazłem świeży jeszcze, ale za to brudny i tendencyjny artykuł na temat dopalaczy, pisany przez kompletnych imbecyli pod redaktorskie dyktando.

Artykuł oczywiście piętnuje rozprowadzanie "prawdopodobnie nielegalnych" używek wskazując jedyna słuszna drogę - zdelegalizujmy te chore sklepy. Dobrze, ze nie zaczęto w nim tropić powiązań z międzynarodowym rządem masonskim i mafia pedofili. Ręce, kurwa, opadają, jak sie takie rzeczy czyta! Obiektywność? Zapomnijcie. Pokrętna, pro rządowa propaganda bez śladu głębszego zmysłu dziennikarskiego. To ma być rzetelność medialna? Chyba więcej jej znajdziecie w "Pamietnikach Anastazji P."

Nalezy dodac, ze gazety w Polsce stały sie w ciagu ostatnich kilku lat aparatem siania strachu, zamętu i dezinformacji, służącej podtrzymywaniu status quo. Tych okropnych wypocin, przyklepywanych przez naczelnego, nie da sie już nawet oddzielić od realnego stanu rzeczy. To jest pierdolona zgnilizna, której normalny czlowiek brzydzi sie dotknąć. Upierać sie przy tym, ze represje i nadużywanie władzy służą harmonii społecznej, to kurwa jakiś jebany koszmar, a takie stanowisko zajmuje wiekszosc z reportaży GW. Wskazywać, ze coś jest szkodliwe, chociaż mało co o tym wiadomo, to już zaś zupełny kabaret.

Napierdalajcie ten skostnialy system, bo zanim sie obejrzycie, będziecie w dupie muszac prosić o receptę na herbatke mietowa, a na chodzenie po parku będziecie musieli mieć zezwolenie!

Friday, 12 March 2010

Psychedeliczne rekiny i zajezdzanie skurwysynow!

Od kilku miesięcy kontynuuje na tym blogu wątek twórczości Huntera S. Thompsona, którego kolejne książki pozeram nieustannie, jak miałem wcześniej chyba jedynie z dziełami Kena Keseya i Roberta Antona Wilsona. Wczoraj ukończyłem wreszcie "The Great Shark Hunt", jedna z najlepszych antologii tekstów i reportaży prasowych, jakie zdarzyło mi sie w życiu czytac!

Ponad 600 stron twardej treści w stylu gonzo i pre-gonzo, to głównie artykuły pisane dla magazynu "Rolling Stone", "National Observer", "Nation" i "Scanlan's Monthly" + rozdziały z jego trzech najlepszych książek (dobrze znanych). Ta gruba warstwa materialu to prawdziwa uczta dla wszystkich miłośników tego największego z "doktorów dziennikarstwa", który pewnie zmieniłby całkowicie styl pisania Kapuscinskiego, gdyby tylko go kiedyś spotkał :)

W tej właśnie antologii poznajemy dokładnie soczystosc i heroizm reporterski Thompsona pedzac przez jego dziennikarskie pejzaże, grubo przetykane kwasowymi i meskalinowymi tripami, które przemierza nasz super-reporter z nieodłączną butelka "Wild Turkey" w ręku i cynicznym poczuciem humoru, gwarantującego wam najlepsza zabawę jeszcze sprzed czasów rozwoju black metalowej i punkowej sceny zine'owej.

Są tu wszystkie jego najlepsze teksty poczynając od wprawek korespondenckich z Ameryki Poludniowej przez legendarny tekst na temat Gonitwy Kentucky (który obecnie tłumaczę do publikacji), tytułowy, fantastyczny "The Great Shark Hunt" (mocno zaprawiony kwasem, kokaina, seconalem i szuwaksem) oraz seria artykułów, tropiących kulisy afery Watergate, w których doktor bezlitośnie jedzie po politycznej szajce skurwysynow z Bialego Domu (wyzwaniem tu byłoby równie dobre obnazenie kuluarow polskiej polityki i jej zgniłych adwersarzy, tarzajacych sie w swoich alkoholowych rzygowinach). To w istocie sama śmietanka jego wielkiego talentu, która zjednala mu w ciagu lat tyle samo wrogow, co i miłośników.

Wielkość tych tekstów leży jednak nie tylko w hipnotycznym, jadącym jak po ostrzu noża stylu gonzo, którego zaletami są brak auto cenzury i kompletny brak szacunku dla podwójnych standardów mainstreamowego dziennikarstwa (jeśli myślisz, ze reporterzy "Gazety Wyborczej" piszą o wszystkim, co wiedzą, to wróć do smoczusia i wozeczka), ale przede wszystkim w wielkim talencie obserwacji reporterskiej, który stworzył sztukę sama w sobie z przyglądania sie stylowi pracy dziennikarskiej.

Oczywiście niejedno z jego zdań będziecie chcieli przeczytać jeszcze raz, jak np. to podsumowanie osobowosci politycznej Nixona, które można by bez problemu dołączyć do obrazka większości z polityków: "... i to właśnie sam Nixon reprezentuje mroczna, sprzedajna i nieuleczalnie dziką stronę amerykańskiego charakteru, której niemal wszystkie kraje na świecie nauczyły sie bać i brzydzic. Nasz prezydent, lalka Barbie ze swoją żona, lalka Barbie i zestawem dzieci, lalek Barbie, jest także odpowiedzią Ameryki na potwornego Pana Hyde'a. Przemawia w imieniu naszego wewnętrznego wilkolaka; tyrana, cwaniaka, który zamienia sie w cos nieopisanego, pełnego klow i krwawiacych strupow, w noc zbliżającej sie pełni..."

Innym mistrzowskim zagraniem jest opisywanie tego, co naprawdę dzieje sie podczas zbierania materiału dziennikarskiego, jak np. tutaj: "Trzeciego czy czwartego dnia wyscigu straciłem całkowicie kontrole nad swoją korespondencja. W pewnym momencie, kiedy Bloor wpadł w szał i zniknął na trzydzieści godzin, byłem zmuszony wyrwać cpuna z jedynego klubu nocnego na wyspie i postawić go do jako specjalnego obserwatora Playboya. Spędził ostatni dzień wyścigu na pokładzie Slonecznego Tancerza wciągając nosem koks i wrzeszczac opetanczo na kapitana, podczas gdy sternik próbował desperacko walczyć o utrzymanie swojego minimalnego prowadzenia nad załoga Szczesliwego Strzelca."

Język thompsonowskich reportaży to czysty miód dla jego wielbicieli, którzy z pewnością chętniej zobaczyliby takie psychedeliczne popisy w polskiej prasie, której przedstawiciele tak czy siak palą już jointy i wciągają morze koksu, ale oficjalnie jeszcze nikt sie do tego nie chce przyznać. Cóz, może lepiej hipokrytom na ciepłych posadkach udawać do konca zycia oddział ministrantów. Kiedy sam próbowałem do pewnego pisma produkować korespondencję z imprez klubowych, jak najbliższą prawdy, moje opisy ekscesów "automatycznie wycinano".

Thompson nigdy nie miał jednak łatwego życia przez swoje bezkompromisowe oddanie pisaniu prawdy, był za to notorycznie ostracyzowany przez znaczną część środowiska dziennikarskiego, a przez część perfidnie niezauwazany. Mimo tego jego geniusz błyszczy w tej książce, jak łabędź pośród krukow, a wiele z zamieszczonych w niej tekstów to absolutne wzory dziennikarskiej skrupulatnosci.

Chwytajcie wiec za "The Great Shark Hunt" i niech w was obudzi instynkt dociekania drugiego dna!

[Magivanga oferuje teraz tekst na temat wszystkich ksiazek Huntera S. Thompsona]

Friday, 13 November 2009

Walka w obronie profesora Davida Nutta trwa!


Dokladnie 30 pazdziernika zwolniony ze swojego stanowiska zostal profesor David Nutt. Piastujacy przez dwadziescia lat prestizowa role przewodniczacego Advisory Council on the Misuse of Drugs - najwazniejszego ciala naukowego, zajmujacego sie doradzaniem rzadowi Wielkiej Brytanii w sprawach dotyczacych narkotykow i substancji psychedelicznych - stracony z piedestalu zostal z czysto politycznych powodow.

Konkretnym powodem bylo twierdzenie, ze wiekoszosc z substancji, klasyfikowanych w grupie B (substancje dosc szkodliwe), powinna zostac zreklasyfikowana jako substancje grupy C (srednio szkodliwe). Profesor chcial takze, by jego wskazowki zostaly potraktowane powaznie i probowal przekonywac do swoich racji w wykladach, a takze w rozmowach z rzadzacymi politykami.

Skonczylo sie wielkim skandalem medialnym, odejsciem z komisji kolejnych naukowcow oraz wielka debata spoleczna, ktora mozna sledzic w postach tejze grupy facebookowej, jak i w relacjach medialnych.

Dobrym wstepem do sprawy jest wywiad telewizyjny z profesorem:



relacja z londynskiej manifestacji w obronie profesora:



... a takze sonda uliczna na temat calego zagadnienia:




Centralnym pytaniem jest tutaj "czy nauka ma sluzyc polityce?". Jesli odpowiedz bowiem brzmi tak, mozemy zapomniec o wszelkich probch reformy prawa, dotyczacego substancji narkotycznych i psychedelicznych, gdyz droge ustawodawcza dalej dyktowac beda PIENIADZE, PRZEKONANIA RELIGIJNE i INZYNIERIA SPOLECZNA!

Innymi slowy, obalanie wszelkich zmian w polityce redukcji szkod jest czescia znacznie szerszego dyskursu - procesu "wylaczania z dzialania" resztek demokracji przez korporacyjno-faszystowska plutokracje.

Friday, 6 November 2009

Lek i odraza w politycznym mrowisku

"Fear and Loathing on the Campaign Trail '72" jest powszechnie uznawana za jedno z największych dzieł Huntera S. Thompsona - jego labedzi spiew. Jak sadze, spodoba się każdemu z jego fanów, ale przede wszystkim trafi do mózgu czytelnika, interesującego się kulisami działania amerykańskiej polityki lub co wydaje mi się zasadne, do mózgu czytelnika, interesującego się zasadami, rządzącymi systemami politycznymi tzw. krajów demokratycznych.

Mimo, ze zainteresowanie polityka nie jest tu obowiązkowe, z pewnością może pogłębić odbiór dziela Thompsona. Jeśli chcecie poczuć cała zgniliznę mechanizmów politycznych, z taka werwą opisywanych przez doktora gonzo, musicie chociaż tak, jak on sam wejść mentalnie w ich gąszcz.

Pisarz skupia się w ksiazce na opisywaniu wyścigu do nominacji na kandydata na prezydenta wewnątrz Partii Demokratycznej i robi to przyciskajac pedał gonzo do maksimum. Nie mamy od początku żadnej wątpliwości, iż Thompson nie sili się na obiektywizm obierajac sobie nawet własnego faworyta - senatora George'a McGoverna.

To, co uznaje bowiem za tragedie, ale też zwykłą kolej rzeczy, opisuje juz we wstępie następująco: "Zbiorowy i ostateczny upadek dziennikarstwa politycznego w Ameryce ma swoje korzenie w klubowo-koktajlowych stosunkach towarzyskich, które nieuchronnie wytwarzają się pomiędzy politykami i dziennikarzami
- w Waszyngtonie czy gdziekolwiek indziej, gdzie spotykają się ze sobą codziennie. Kiedy profesjonaliści zaczynają być ziomalami od kieliszka, nie będą się raczej starali podkladac sobie świń."

Mieszając skrupulatne opisy wystąpień politycznych, wywiady ze sztabem wyborczym swojego kandydata i pól-surrealistyczne zapisy wspomnień z podróży lotniczych, pobytów w hotelach i własnych ekscesów pijackich i narkotycznych, Thompson dokladnie ukazuje nam korzenie własnego stylu - skrajnie subiektywnej narracji rzeczywistości, nie posiadającej żadnego szacunku dla autorytetów oraz podwójnych standardów dziennikarstwa.

Jeśli obiektywne dziennikarstwo nie jest bowiem niczym więcej niż dziennikarska fikcją, doktor gonzo wyciąga z tego radykalne wnioski. Dziennikarstwo gonzo to fikcja, która mówi znacznie więcej niż "dziennikarska prawda" dzięki poszanowaniu prawidla "Im dziwniej, tym ciekawiej, a im ciekawiej, tym bardziej profesjonalnie."

Sama książka zbudowana jest jak dziennik, którego rozdziały są opisem kolejnych miesiecy trwania wyścigu politycznego. Pisarz zaczyna komentować kampanie w grudniu 1971, a kończy w grudniu 1972.

Dokonując porównań na temat stylu prowadzenia kampanii poszczególnych kandydatów i opisując, co sam o nich myśli, Thompson staje się wiernym komentatorem każdego posunięcia politycznego wyszydzajac jednocześnie wewnętrzne zasady polityki partyjnej, które same uniemożliwiają dokonywanie jakichkolwiek zmian społecznych.

Thompson idzie jednak dalej i bawi sie sytuacja, w której na własne życzenie sie znalazł dokonując zakładów na pieniądze o zwycięstwa w przedwyborach stanowych. Staje sie także ważnym czynnikiem, wpływającym na bieg wydarzeń i koniec końców produkuje cała serie poważnych wgladow w świat polityki, które są do dzisiaj traktowane jako absolutna klasyka dziennikarstwa politycznego!

"Fear and Loathing on the Campaign Trail '72" była w swoim czasie jednym z kamieni milowych dla kontrkulturowej wizji świata polityki, która tak brutalnie pokazała brak chęci na zmianę w 1968. Odsłonięcie przez Thompsona zaslonek, za którymi senatorowie palą skręty z dziennikarzami i pracownikami służb specjalnych, do dzisiaj służy jako najlepszy komentarz dla hipokryzji politycznej i zepsucia, jakie niesie ze sobą walka o władzę.

Tuesday, 12 May 2009

Czas zadać pytanie: "W co oni wierzą ?"



Angielski brukowiec "The Sun" wyciąga na wierzch wypowiedzi byłego prezydenta USA, Ronalda Reagana, który mierzy się w nich ze swoją wielka obsesja - zagrożeniem Ziemi inwazja kosmitów! Temat opisał w swojej książce amerykański autor, Darwin Porter.

Jeśli jest to prawda, należy zadać sobie pytanie "W co wierza na przykład Barack Obama i Wladimir Putin?" W światowy spisek Wielkich Przedwiecznych czy armię insektoidow, ukrywających się pod Mount Everest w celu zniszczenia cywilizacji ludzkiej na sygnał dany z Syriusza? Paranoja szerzy sie lepiej niż religia w głowach światowych przywódców. Dokonajcie rewizji twierdzeń dyskordianskich i spróbujcie wyobrazić sobie w co wierzy Donald Tusk?


Saturday, 17 January 2009

Gdy rozum śpi, budzą się demony!



Siedzę sobie w pracy i nagle dostaję mejla od znajomego z linkiem do YouTube w środku. Wideo jest zabawne i pokazuje poznańskich anarchistów, protestujących przeciwko rzezi w Strefie Gazy na uroczystości wręczania tytułu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Uśmiałem się nieźle widząc tą przepychankę, a szczególnie słuchając komentarza naszych dziennikarzy:






Sprawa jest paląca, jak podają za obserwatorami ONZ prawie wszystkie serwisy informacyjne, około miliona ludzi zamieszkujących Strefę Gazy jest pozbawionych elektryczności, a około 750 tys. obywa się bez wody. Cała populacja wynosi około 1,5 mln. Na skutek obecnej ofensywy Izraela zginęło około 1,200 Palestyńczyków, w odwecie Hamas zabił zaś kilkunastu obywateli Izraela, głównie zawodowych żołnierzy. Działania wojenne na bieżąco komentuje Guardian

Mimo, że obecnie zanosi się na rozejm, na zaprzestanie konfliktu nie ma właściwie szans, gdyż z jednej strony politycy Izraela nie odpuszczą, trawieni faszystowską żądżą kontrolowania odruchów warunkowych swojego społeczeństwa. Podbudowani, wykorzystywaną na swoje potrzeby religijną ortodoksją, a także finansowym i politycznym wsparciem ze strony Stanów Zjednoczonych, nie spoczną póki nie zniszczą całego Bliskiego Wschodu.

Z drugiej strony palestyński Hamas także nie odpuści gdyż na swoich sztandarach wypisał już na samym początku całkowite zniszczenie państwa Izrael, a do tego wykluczył już właściwie z gry marionetkowy, jakby nie było, rząd palestyński przejmując kontrolę nad całym obszarem.

Siedząc nad tą całą zawieruchą, ponownie zacząłem się zastanawiać nad Islamem, który przez przeciętnego, szarego obywatela, jest utożsamiany z wymahującym kałasznikowem Arabem w arafatce. Cóż, Islam tak, jak i chrześcijaństwo, nigdy nie był i nie będzie jednorodny. W Palestynie rządzą skrajni sunnici, którzy od zawsze mieli tendencję do tłumaczenia i rozumienia wszystkiego dosłownie, a więc rozdzielania rozsądku i duchowości.

W tym miejscu chciałbym odwrócić waszą uwagę od medialnych relacji i zwrócić ją w stronę istniejącej nieprzerwanie od setek lat, fantastycznej wspólnoty szyickiej, zwanej Nizarytami (niektórym zabrzmi to znajomo). Wstępem do jej historii niech będzie artykuł Hakima Beya w MGV. Ich obecnym przywódcą jest Shah Karīm al-Hussaynī, znany jako Āgā Khān IV - 49 Imam izmailicki.

W przeciwieństwie do swoich dalekich, sunnickich krewnych, współcześni nizaryci nie straszą już swoich wrogów skrytobójstwami (jak w dalekiej przeszłości), a raczej pracują nad edukacją, opieką zdrowotną i ogólną infrastrukturą realizując podstawowe założenia swojej wiary i mistyki. Polecam odwiedziny Aga Khan Development Network i zapoznanie się z zupełnie inną twarzą Islamu przy okazji realizując cele edukacyjne :)

P.S. I jeszcze jedno, wojny religijne nigdy się nie skończą. Nie tylko dlatego, że wszechświatem rządzi Eris - bogini niezgody, ale z powodu credo, które wyznają wszyscy przywódcy tego świata, posiadający "w swoim magazynie" arsenał atomowy. Brzmi zaś ono: "To nie moja wina, to wina pingwina!"

Tuesday, 18 March 2008

Free Tibet, Chinese motherfuckers!



Wszyscy dobrze wiemy, co stalo sie 15/03/2008 w Lhasie, stolicy Tybetu. Rodzima ludnosc przypchnieta do muru piecdziesiecioletnim okresem bezwglednej, chinskiej represji, zapragnela dac sygnal swiatu, ze ma dosyc i jeszcze raz prosi swiat o pomoc! Wybuch spontanicznego buntu byl naturalna reakcja, ktory musial przerodzic sie w uliczna wojne. Niestety, byly ofiary. Czy jednak jakakolwiek walka moze obyc sie bez ofiar?

Pomimo tego, ze Dalaj Lama od lat nawoluje do nie uzywania przemocy, apele te nie skutkuja, a chinski rzad smieje sie calemu swiatu w twarz majac caly czas nadzieje, ze zblizajace sié Igrzyska stana sie ostatecznym przyzwoleniem na masakry i zbrodnie, jakich dokonuje sie w Tybecie.

Apeluje do was wszystkich, nie pozwolmy na to! Ze wzgledu na nasza wlasna historie, zwykle poszanowanie dla ludzkiej godnosci i naturalne zrozumienie dla pragnienie do zycia w wolnosci przez Tybetanczykow!

Mam nadzieje, ze ponizsze obrazy pobudza was do dzialania!







Wednesday, 13 June 2007

Geniusze są wśród nas



O próbie nowelizacji przez LPR "ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii" wiedzą już chyba wszyscy zainteresowani tematem >>> tu możesz podpisać petycję sprzeciwu wobec absurdalnej polityki antynarkotykowej aktualnego rządu, a tu możesz zobaczyć sobie sondę TVN24, która dobrze pokazuje, jak kształtuje się opinia internautów na temat tej ustawy.

Wszyscy wiemy, że działania obecnego rządu polskiego, zmierzają od samego początku w stronę zdobywania coraz większej kontroli nad życiem obywateli, próbują krzewić strach, ignorancję i całkowicie nie liczą się z fundamentami społeczeństwa obywatelskiego, które powinno być podstawą demokracji, a w efekcie pogrążają ten kraj w kryzysie. Nie może być jednak inaczej jeśli pod płaszczykiem demokracji zwalcza się jej podstawowe struktury, którymi nie jest rząd, nie jest sejm i nie jest państwo, ale przede wszystkim wszechobecna świadomość możliwości wpływania na swój los przez obywateli. Nie zdążyliśmy tego wykształcić i teraz cierpimy na powrót bezwzględnego, konserwatywnego totalitaryzmu, którego aparat posunie się do najgorszych środków jedynie w celu zwiększenia sfery swoich wpływów i zdławienia każdej próby rozszerzenia zakresu wolności osobistej i gospodarczej.

To najgorszy rząd po 1989, a efekty tego są coraz bardziej odczuwalne, szczególnie w działaniach LPR, które na skutek swoich "patriotycznych" zapędów spadło już poniżej progu wyborczego (2% poparcia) lecz jeszcze próbuje zajadle walczyć, jak zwierzę zagonione w róg klatki. To zresztą symptomatyczne dla ludzi, którzy traktują politykę, jak rozszerzenie swojego fizycznego terytorium działając, jak powiedziałby Timothy Leary z II poziomu nerurologicznego i grzęznąc na każdym kroku we własnych paranojach.

Władza jednak zawsze dbała tylko i wyłącznie o swoje doraźne interesy, ponieważ do tego została stworzona, co nie pozostawia nam żadnych wątpliwości na temat przyszłości, która nas czeka. Co jednak mnie najbardziej boli, to wszechobecny debilizm, który wylewa się nawet z oficjalnych wypowiedz jeszcze bardziej ośmieszając oficjeli przed społeczeństwem... jeśli mogą się oni w ogóle ośmieszyć jeszcze bardziej.

Poniżej bardzo interesujący przykład:



: , , , , ,

Monday, 4 June 2007

Szczyt G8 Rostock 2007 rozpoczął się!



Z hukiem petard i w oparach gazu łzawiącego wystartował Szczyt G8 w niemieckiej miejscowości Heiligendamm, a dokładnie Antyszczyt, który wg trwającej już 8 lat tradycji jest zawsze organizowany przez alterglobalistów nabliżej miejsca, w którym zbierają się przedstawiciele najbogatszych państw świata.

Jak podaje Wikipedia, G8: to jedyna w swoim rodzaju instytucja kontrolowana przez osiem osób. Kraje wchodzące w skład grupy G8 stanowią zaledwie 14% ludności świata, ale dysponują jednocześnie 65% bogactwa świata. Mając pieniądze, kraje te mogą wywierać znaczący wpływ na gospodarkę i politykę światową. Grupa G8 wyznacza kierunek polityki takich instytucji globalnych, jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF) i Światowa Organizacja Handlu (WTO).

Dużo pieniędzy z pewnością poszło jednak na zabezpieczenie komfortu obradujących w Heiligendamm oficjeli. W wywiadzie, jaki niemiecki pismo Der Spiegel przeprowadziło z kanclerz Angelą Merkel, pada ważne pytanie: - Pani kanclerz, podczas szczytu G-8 w Heiligendamm, potężni będą rozmawiać za barierami z drutu kolczastego i wysokim płotem, podczas gdy na zewnątrz spokoju będzie pilnować 16 tys. funkcjonariuszy policji. Koszty wyniosą ponad 1 mln EUR (134 mln USD). Czy jest jakikolwiek rozsądny powód, aby tak windować koszty w celu uzyskania mglistych korzyści?

Pytanie to jednak źle oszacowało koszty, jak się bowiem szybko okazało, protesty, demonstracje, dymy i cała zabawa wokół szczytu kosztować będzie znacznie więcej... nie tylko pieniędzy, ale i nerwów okolicznych mieszkańców, zdrowia uczestników protestów oraz ludzkiego życia na całym świecie. Jak mówił bowiem onegdaj Ken Kesey: Działamy tu na wielu poziomach.

Poniżej kilka materiałów wideo, w czasach hieroglificznej nauki mówią one przecież znacznie więcej niż jakiekolwiek słowa.

Reklamówka społeczna:



Hamburg:



Rostock I:



Rostock II:



Rostock III:



: , ,

Sunday, 25 March 2007

Rewolucja permanentna i nowe Średniowiecze



Jak wiecie (lub nie wiecie), unikam komentowania polskiej polityki, gdyż po pierwsze niewiele mnie z Polakami łączy (zupełnie jak Witkacego), po drugie poziom merytoryczny tego dyskursu spadł już dawno poniżej poziomu chodnika. Ja zaś rzadko mam ochotę schylać się tam, gdzie depczą się wzajemnie, śmierdzące łajnem świnie.

Jednak nie mogę zaprzeczyć, że kurs polityczno-ideologiczny, jaki przyjął ten opuszczony przez wszystkie demony kraj za pośrednictwem rządów skrajnych, nacjonalistycznych konserwatystów tj. PiS i LPR, których jedynym pomysłem na gospodarkę jest niewydolny, etatystyczny socjalizm, coraz bardziej mnie zasmuca. Po ostatnich pomysłach ustawodawczych ministra Orzechowskiego oraz posłów Piłki i Cymańskiego, nie da się zaprzeczyć że dryfujemy powoli w stronę państwa autorytarnego, w którym konstytucja jest fikcją, prawo służy rządzącym, a wolność osobista jest stale ograniczana na rzecz dyskursu centralnego sterowania, bezpieczeństwa, praworządności, teokracji i uniformizacji światopoglądowej. Wszystko zaś w imię powrotu do Średniowiecza, ponieważ to jedyny okres naszej historii, kiedy wszystkie te elementy porządku społecznego dało się sprawować siłą, do czego dąży "grupa trzymająca władzę".

Jako libertarianina wielce niepokoi mnie ponadto brak jakiegokolwiek zainteresowania przez ten populistyczny rząd reformą prawa gospodarczego, obniżką podatków, cięciem wydatków socjalnych, uproszczeniem procedur zakładania firmy, rozbiorem monopoli państwowych na ubezpieczenia i emisję waluty, dalszą liberalizacją handlu. Nie mogę się tu nie zgodzić tym razem z Leszkiem Balcerowiczem, że nasz obecny budżet jest rozdęty poza wszelkie racjonalne granice i musi doprowadzić w dłuższym okresie do załamania koniunktury gospodarczej. Jeśli zaś to nastąpi, Polska zostanie jak ekonomiczna Antarktyda, świeża i nie naruszona przez żadną działalność gospodarczą. Już teraz, ze względu na głupotę polskiego rządu, ręce zacierają brytyjskie banki takie, jak zręcznie korzystający z dynamizmu Polaków HSBC szykując się na uruchomienie strumienia kredytów dla naszych przedsiębiorców.

Dodatkowo, wkurwia mnie po prostu całkowity brak świadomości tego, jak ważna jest w społeczeństwie informacyjnym edukacja młodzieży i kształcenie kadr pod kątem uczestnictwa w społeczeństwie globalnym, mogących sprostać wyzwaniom XXI wieku. Działacze PiS i LPR nie rozumieją lub nie chcą rozumieć, że dzisiaj kapitał społeczny, to wykształcenie, elastyczność, gotowość do ciągłych zmian i umiejętność stanowczego wyprzedzania faktów dokonanych. Bez nowoczesnego modelu nauczania, wprowadzania przedmiotów, pozwalających uczniom dynamicznie interpretować zmiany zachodzące w rzeczywistości społecznej, Polska pozostanie pustynią i straci resztkę szans na dogonienia świata. Niestety wszystko wskazuje na to, że pozostaniemy jeszcze długo przy archaicznym i niezwykle kosztownym modelu centralnego zarządzania społeczeństwem, w którym najważniejsze są religijność i ograniczenie aktywności seksualnej - rzeczy nie do pogodzenie z kapitalistyczną gospodarką, która jest w istocie dźwignią finansującą wszystkie zachcianki ustawodawcze! Połączenie autorytaryzmu i kapitalizmu działa tylko w krajach azjatyckich tj. Chiny, gdzie panuje odmienny model kulturowy, obywający się bez pojęcia jednostki! Skutki polskiej polityki edukacyjnej na dłuższą metę łatwo przewidzieć: całkowite odmóżdżenie i tak mających wszystko w dupie nastolatków oraz małolaty szukające ginekologa przez koleżanki, który mógłby usunąć niechcianą ciążę! Brak przygotowania lingwistycznego, społecznego i naturalny bunt przeciwko rządom twardej ręki, będą zaś wypychać młodzież w coraz szybszym tempie i w coraz młodszym wieku za granicę! O pomysłach na zawłaszczenie szkolnictwa wyższego i niezależnych politycznie instutycji naukowych nawet nie wspomnę, skieruję tylko do artykułu w Przekroju.

Największym złem, które wyrządzają temu krajowi rządy PiS jest jednak wykorzystywanie starej idei Lwa Trockiego - "rewolucji permanentnej" do sterowania nastrojami społecznymi i zawłaszczania dyskursu publicznego przez kontrolowanie ciągłości odniesień medialnych do swoich chorych pomysłów i neurotycznych idei. W istocie styl zagrań liderów PiS wraz z mesjanistycznym dyskursem Romana Giertycha, to esencja tego, co postulował Trocki. Najpierw zdobywa się władzę w imieniu pokrzywdzonych i odrzuconych na margines społeczny, następnie poprzez dyktaturę niszczy się resztki oporu intelektualnych elit. Potem zaś dba się o to, żeby rewolucja wciąż miała cel w postaci ukrytych wrogów wewnętrznych i zewnętrznych. Tymi pierwszymi straszy sie swoich wiernych poddanych każąc ich wypatrywać nawet u siebie w lodówce, z tych drugich zaś stwarza się cel, ponieważ żadna rewolucja nie może być bezpieczna dopóki nie zapanuje na całym świecie.

Niepokorne idee Trockiego kazały Stalinowi zlecić w końcu jego zabójstwo, gdyż nie dały się one pogodzić z nowym totalitarnym ładem ZSRR. Z drugiej strony instrumentalnie posłużył się on całym systemem, zbudowanym przez Trockiego w celu zaprowadzenie rządów terroru. Miejmy nadzieję, że obecny rząd ustrzeli się sam, zaś gdyby się ktoś w końcu zdecydował wbić mu kilof w głowę, to nie będę płakał...