Pozostawiam bez komentarza :)
... where cult & sleaze meet... digging classic genre flicks, exploitation revival, auteur cinema & rare documentaries... you like it, we like it!
Showing posts with label sex. Show all posts
Showing posts with label sex. Show all posts
Thursday, 20 May 2010
Tuesday, 24 November 2009
Królestwo strachu doktora gonzo
Pomimo tego, że w oczach wielu krytyków Hunter S. Thompson był wielkim autorem zaledwie trzech powieści, mało ma to wspólnego z całokształtem jego twórczości, która toczyła się nieprzerwanie aż do śmierci autora i u zatwardziałych konserwatystów wywoływała nieustanne bóle głowy. Nie da się ukryć, że doktor miał swoje ciche momenty, w których grubo sypał się koks i spalały kolejne jointy, ale gonzo pozostawało zawsze w toku.
Wydane w ostatnich latach zbiory korespondencji tj. The Proud Highway: 1955-1967, Saga of a Desperate Southern Gentleman (1998), odsłoniły wiele z wczesnych fascynacji Thompsona, jak też pozwoliły rzucić okiem na proces kształtowania się chimeryczno-psychedelicznego stylu gonzo. Jako podsumowanie wielkiego życia doktora służyć nam jednak powinno przede wszystkim jego ostatnie dzieło, Kingdom Of Fear: Loathsome Secrets of a Star-Crossed Child in the Final Days of the American Century (2003).
Ta książka to rodzaj specyficznego pamiętnika, w którym gonzo może sobie ponownie poszaleć, jak za starych, dobrych lat. Dzieło to składa się z trzech części, w których znajdziemy pełne pasji wyznania Thompsona na temat ciemnych stron jego żywota. Niczym kodeks apokryficznych zeznań na temat tajemniczego procesu twórczego, pisanych oczywiście w pierwszej osobie, Kingdom Of Fear pozwala nam się zagłębić w mało wcześniej poznane epizody z życia pisarza jednocześnie kreśląc wizję upadku Stanów Zjednoczonych jako kraju nieuchronnie staczającego się w otchłań faszymu. Nie ma tu oczywiście mowy o żadnej poprawności politycznej, Thompson po prostu za nic ma subtelny proces inżynierii społecznej, próbującej sprzedać kolorową wizję ładu bez pokrycia.
W książce Thompson rozlicza się także z aparatem państwowego terroru, ze wszystkimi jego elementami: z policją, z systemem prawnym, z obyczajowością, z metalnością bogatych i wpływowych, z hipokryzją dziennikarską, z polityczną fasadowością, a także z umową, łączącą media i rząd w strategicznych sprawach polityki wewnętrznej i zagranicznej. Robi to zaś wszystko nie tylko łamiąc wszelkie zasady podtrzymywania spektaklu, ale także z ogromną dawką humoru.
Już na samym początku otrzymujemy doskonały rodzynek w takim oto stylu: Moi rodzice byli porządnymi ludźmi, a ja zostałem wychowany, jak wszyscy moi przyjaciele, w wierze iż policja istniała po to, by nam pomagać i nas chronić – odznaka była symbolem niezwykle wielkiego autorytetu, być może najwyższego ze wszystkich. Nikt nigdy nie pytał dlaczego. Było to jedno z tych nienaturalnych pytań, które lepiej zostawić w spokoju (...)
Thompson wspomina dalej, jak razem z grupą ziomków przewrócił skrzynkę pocztową w taki sposób, iż upadła na ulicę prowokując drobny incydent z przejeżdżającym autobusem. Wspomnienie to staje się jednak tylko pretekstem do ukazania nieczystych metod pracy aparatu ścigania, gdyż w domu małego Thompsona szybko pojawia się FBI próbując wydobyć z niego zeznanie winy, rzekomo poświadczonej przez jego towarzyszy.
Wtedy też mały chłopiec po raz pierwszy dokonuje lucyferycznego gestu dokonując kontrataku: Co? Co będzie, jeśli się nie przyznam? To było pytanie. A ja byłem ciekawy, więc zdecydowałem się rzucić koścmi i zadać im pytanie. „Kto?” „Jacy świadkowie?” (...) I wtedy się to stało, ludziska. Nigdy więcej nie zobaczyliśmy tych agentów FBI. Nigdy. A ja nauczyłem się czegoś bardzo istotnego: Nigdy nie wierz w pierwszą rzecz, którą mówi ci agent FBI – szczególnie wtedy, gdy wydaje się wierzyć, że jesteś winny przestępstwa. Jak powiedziałby Timothy Leary: "kwestionuj autorytety".
Z książki dowiadujemy się też w jaki sposób pisarz zdryfował w stronę wojsk lotniczych. Jak pisze: Gdy wyszedłem z więzienia, faktycznie zacząłem od razu pracować dla Almonda Cooka, dilera Chevroletami, dla którego pracowałem całe lato. Nie jestem pewien, co chciałem robić jesienią – może polecieć do Wielkiej Brytanii. Nie wiedziałem, ale z pewnością nie byłem w nastroju na robienie niczego konwencjonalnego (...)
Niestety, po kilku tygodniach Thompson poważnie porysował maskę swojego Chevroleta przy próbie brawurowego parkowania. Zawstydzony tym wypadkiem, poszedł do jednego z menadżerów firmy po radę, który postawił na szczerość wyznania wszystkiego właścicielowi. Jak pisze dalej: Byliśmy wtedy na przeciwko głównej poczty w Louisville, po drugiej stronie ulicy, więc pomyślałem, no dobra! Założę się, że biuro komisji poborowej jest wciąż czynne. Tak więc poszedłem tam w porze lunchu i zgłosiłem się na ochotnika, co zrobiło i tak mnóstwo z moich znajomych.
Nie zapominajmy, że książka ta tropi jednak przede wszystkim ostatnie dni amerykańskiego stulecia i jest po brzegi wypełniona komentarzami politycznymi tj. jeden z moich ulubionych: Staliśmy się nazistowskim potworem w oczach całego świata – krajem sadystów i skurczybyków, którzy raczej zabiją niż będą żyć w pokoju. Nie jesteśmy jedynie dziwkami dla władzy i ropy, ale morderczymi kurwami z nienawiścią i strachem w sercach. Jesteśmy ludzkim ścierwem i w ten sposób osądzi nas historia (...) Dobre, co? Mi też się podoba.
Dalej pisarz rozpędza się jeszcze bardziej pisząc: Kto głosuje na tych nieszczerych palantów? Kto pośród nas może być szczęśliwy i dumny mając całą tą krew niewinnych na rękach? Kim są te świnie? Te obciągające maszt do flagi półgłówki, które dały się orżnąć i ogłupić małym, bogatym idiotom w stylu George'a Busha? To ci sami, którzy chcieli zamknąć Muhammada Ali'ego za odmowę zabijania żółtków. Przemawiają w imieniu całej głupoty, zawiści i okrucieństwa, leżących w amerykańskim charakterze. Są raistami i podżegaczami do nienawiści wśród nas – to właśnie Ku Klux Klan. Szczam tym nazistom do ryja. I za stary jestem, by martwić się czy im się to podoba, czy nie. Pierdolić ich.
Dalej dowiadujemy się także, co doktor gonzo porabiał w latach '80 w San Francisco, jak prowadził osobistą wojnę z osiadłym w pobliżu jego farmy milionerem, w jaki sposób został oskarżony o napastowanie seksualne, posiadanie kokainy i materiałów wybuchowych (z czego został całkowicie oczyszczony) przez aktorkę filmów porno, jak odkrywał drugie dno inwazji na Grenadę, jak spowodował panikę w okolicy robiąc Jackowi Nicholsonowi mały dowcip oraz jak bawił na Kubie, gdzie przygotowywał grunt pod ekranizację swojej książki The Rum Diary (1998), obecnie w trakcie realizacji. Dla wielbicieli „fear and loathing style” Thompson dorzuca także krótkie opowiadanie "Fear and Loathing in Elko".
Jeśli ktoś zastanawiał sie zaś już wcześniej nad fenomenem Thompsona, może spróbowac strawić tenże cytat: Cholera, nie tęsknię za tymi szeptami, tymi cichymi pomrukami strachu, kiedy wchodzę do cywilizowanego pomieszczenia. Wiem, co wtedy myślą i wiem dokładnie dlaczego. Czują się ekstremalnie nie komfortowo z myślą, iż jestem nastoletnią dziewczyną, uwięzioną w ciele sześćdziesięcio pięcio letniego recydywisty, który zdążył umrzeć do tej pory szesnaście razy.
Wszystkim fanom doktora gonzo gorąco polecam tą książkę! To dzieło wyjątkowo dobrze napisane i macie tu gwarantowane 2-3 dni czystej rozrywki w starym, dobrym stylu.
Monday, 27 April 2009
Borowczyk na cenzurowanym...
Jakieś trzy dni temu obejrzałem sobie wreszcie nie pocieta przez cenzurę wersję wspanialego filmu "Za murami konwentu" w rezyserii jednego z najlepszych polskich artystow-imigrantow, Waleriana Borowczyka.
Wersja reżyserska od ocenzurowanej różni sie scenami, w których zakonnice dokonują aktów lubieznych za pomocą wibratora lub męskiego członka :) Jest to także pierwszy film Borowczyka w pelni zrealizowany poza Francja, a dokładnie we Wloszech.
Scenariusz jest oparty o rozdział z powieści Stendhala, jest to jednak dosyc luźna adaptacja :) U Borowczyka fascynacja erotyka prowadzi bowiem do bezpośredniego ataku na katolicka represyjnosc wobec cielesności. Jako motyw przewodni Borowczyk wykorzystuje walkę pomiędzy siostra przelozona, ciągle kontrolujaca zachowania młodszych siostrzyczek, a namiętna zakonnica z bogatego, szlacheckiego rodu, która przeciwstawia sie jej z cała mocą oddając się przy tym rozkoszom seksualnym.
W filmie czasami ciężko jest określić, która zakonnica jest która, gdyż wszystkie są przepiękne i wszystkie noszą habity, pod którymi ukrywają swoje wspaniale, młode piersi i gorące cipki. Kto nie chciałby przeleciec zakonnicy? Wydaje mi się, ze to odwieczne marzenie erotyczne drzemie w sercu każdej kobiety i każdego mężczyzny. Borowczyk w magiczny sposób ekranizuje owo marzenie pokazując je jako walkę naturalnych instynktow człowieka z fałszywa, xianska moralnością.
Film jest fantastyczny i polecam go każdemu, szczególnie ze względu na grające w nim śliczne Wloszki, do których sam mam słabość :) Film daje nam także szybki wniosek, że władza każdego autorytetu sama domaga się zniszczenia, gdyż gniecie naturalne, potężne dążenia do realizacji swoich najgłębszych pragnień, które zawsze biorą górę!
Co jest jednak ciekawe, to że w dodatkach do filmu mozna znaleźć wywiad z gościem, który zrobił swego czasu w Londynie retrospektywe filmow Borowczyka, która była sukcesem do tego stopnia, iż zrealizowano ja także w Polsce. Niestety, gdy koleś przyleciał na spotkanie z polskim organizatorem z lista filmów, które można było pokazać, okazało się ze na pokazanie "Za murami konwentu" NIE MA OPCJI!
Tu zwracam się ze szczerymi słowami do całego zmurszalego establishmentu katolickiego w kraju swojego urodzenia: CHUJ WAM WSZYSTKIM W DUPE! Ten kraj nigdy nie będzie wolny, jeśli sztuka powazanych na świecie artystów, będzie w nim skazana na wieczny niebyt.
Friday, 31 August 2007
Zaklęty krąg porno
Jakieś trzy tygodnie po premierze na siódmym festiwalu ERA Nowe Horyzonty, obejrzałem sobie w końcu osławiony film "Destricted" na moim skromnym laptopie.
Muszę przyznać, że do obejrzenia tego filmu po prostu się zmusiłem (zachęcony przez przyjaciół), gdyż ostatnio rzadko oglądam cokolwiek coraz bardziej czując, że kino jako medium skończyło się bezpowrotnie i nie ma już kompletnie nic do powiedzenia. Oczywiście można się ze mną nie zgodzić, ale obejrzałem już chyba w swoim życiu wszystko, co ludzka wyobraźnia była w stanie wyprodukować...
Przejdźmy jednak do meritum, do siedmiu obrazów, znanych reżyserów, które tworzą etiudę filmową "Destricted". Niczym odkrywczym nie jest stwierdzenie, że ten film to próba powiedzenia czegoś o pornografii poprzez bezpośrednie odwołanie się do pornografii, a jednocześnie próba wyjścia poza nią (przeczytać to można w każdej recenzji). Można do tego jeszcze dodać, że próba to ze wszech miar nieudana... niestety.
Dlaczego tak sądzę? Z dwóch powodów, oglądając to dzieło widziałem albo artystyczny bełkot, który w 90% pozostawał wtórny wobec dokonań awangardy filmu eksperymentalnego (Kenneth Anger, Nick Zedd, Shuji Terayama), albo po prostu zwykłe porno, którego od wieku dojrzewania przerobiłem już gigabajty i mógłbym pewnie uchodzić za eksperta :)
Nie mogę się tu niestety zgodzić z pewnym anonimowym dziennikarzem z Onetu, który pisze, że: Chociaż film zbliża się do pornografii, to jednak tej granicy nie przekracza, pozostając na obszarze dyskursu z nią, analizy jej, niejednokrotnie destruktywnego wpływu na człowieka, szczególnie młodego. Katolicka bzdura, "Destricted" można zarzucić wiele i mocno wokoł jego interpreacji polawirować, ale nie można nie zauważyć rzeczy oczywistej. Etiuda, jeśli nie stara się być artystycznie pretensjonalna, operuje środkami charakterystycznymi dla hard porno tj. dzieje się to w "Impaled" Larry'ego Clarka czy w "We Fuck Alone" Gaspara Noé, w którym występuje zresztą sama Katsumi.
Dla mnie były to zresztą dwa najlepsze obrazy. "Impaled" Larry'ego Clarka podobał mi się za naturalizm, a "We Fuck Alone" Gaspara Noé za ciekawy pomysł realizacji. Niestety żaden z nich nie potrafił się wyrwać z zaklętego kręgu porno udowadniając jedynie, że o porno da się najwięcej powiedzieć zbliżając się maksymalnie do doświadczeń jego twórców i odbiorców! Jest to jednak wciąż wypowiedź lakoniczna i mało interesująca, a na jakiekolwiek odkrycie liczyłem przed obejrzeniem tego dzieła.
Znacznie więcej można się dowiedzieć z wywiadu z Annie Sprinkle, chyba najsłynniejszej artystki porno na świecie, której jedno zdanie mówi wszystko: Ludzie, którzy uwalniają swoją seksualność, wiedzą najlepiej, czego chcą w życiu. Tylko dlaczego nikt w "Destricted" nie potrafił zwrócić się w tą stronę, nie był w stanie połączyć pornograficznej świadomości człowieka ery multimediów z jego pasją życia i wątkiem seksualnej transgresji, a zamiast tego mamy jakieś bajdurzenie o alienacji? Pytanie, kto obecnie nie jest wyalienowany? To okropny truizm bez cienia kreatywnej myśli.
Nikt z reżyserów nie był niestety w stanie wyłączyć w sobie "robota krytyki" i zastanowić się dlaczego pornografia jest wszechobecna? Jest tak zaś z kilku powodów:
1. Daje człowiekowi przyjemność podniecenia (samemu, w dwójkę lub w kilka osób)
2. Kanalizuje jesnostkową i społeczną agresję
3. Spełnia rolę edukacyjną
4. Daje wielu ludziom pieniądze (czyli rozkręca rynek)
5. Zawsze można w niej wymyślić coś nowego
Nie dajmy się ogłupić, lepiej oglądać dobre porno niż pseudo artystyczne próby jego interpretacji. Może porno nie jest szczere, może nie jest piękne, może nie jest prawdziwe. Pytanie tylko, kto tak kiedykolwiek twierdził? Jak powiedział kiedyś mój przyjaciel, znany w pewnych kręgach jako fanatyk perwersyjnego porno i Cesarz Anala: Porno to sztuka cyrkowa. Amen!
Fragment filmu Larry'ego Clarka
: XXX, porno, sztuka filmowa, transgresja, alienacja, Destricted, seks
Subscribe to:
Posts (Atom)