Showing posts with label ekonomia. Show all posts
Showing posts with label ekonomia. Show all posts

Tuesday, 8 November 2011

Richard Meztzger na temat okupacji Wall Street!


Jesli chcecie przeczytac sobie jakas insajderska notke na temat aktualnego stanu okupacji Wall Street, polecam post Richarda Metzgera na jego stronie Dangerous Minds. Oto link.


Friday, 13 November 2009

"Ekonomia nie jest nauka nautralna"

Dla tych, ktorzy nie mieli w rekach ostatniej ksiazki Douglasa Rushkoffa, idealnym wstepem i strzeszczeniem do niej bedzie ponizszy tekst, opublikowany w prestizowym portalu EDGE.org. Roshkoff argumentuje w nim, ze aktualny model ekonomiczny dla gospodarek swiatowych wciaz opiera sie na wzorcach sredniowiecznych uzalezniajac jednoczesnie cale spoleczenstwa od korporacyjnych wizji ladu, ktore stamtad biora swoje poczatki.

Jak pisze: Ekonomia, w ramach ktorej operujemy, nie jest systemem naturalnym, ale zestawem regul, wynalezionych w Sredniowieczu, majacych na celu zastopowanie szybkiego rozwoju klasy kupieckiej, kreujacej i wymieniajacej wartosc podlegajac jednoczesnie immunitetowi. Dzisiaj moglibysmy nazwac to "ekonomia sasiedzka", ktora nie podlegala centralnemu zarzadowi i nie miala nawet centralnej waluty.

[Czytaj dalej]

Friday, 30 October 2009

Dziura w ZUS rośnie :)

Rzadko w ogóle czytam wiadomości z Polski, ale z tego mam niezla pizde. Oto tabelka przychodow i wydatków ZUS w latach ubiegłych i prognozy na lata przyszłe wg. Money.pl w mld PLN:

Rok / Przychody / Wydatki

2006 81,3 115,7
2007 89,4 121,1
2008 82,7 135,4
2009 73,5 139
2010 78,1 143,3
2011 82,2 148,3
2012 86,3 153,5
2013 89,9 159,5

Przy tym Money.pl podkresla (co wiedzą zresztą wszyscy), ze środki zgromadzone przez fundusz ZUS stanowią dla molocha jedynie dane statystyczne w systemie komputerowym będąc na bieżąco ksiegowane po stronie wydatków :))))

Czyzby był to kolejny przykład cudów, powodowanych przez księżycowa ekonomię? :D

Friday, 24 July 2009

Jak i po co żyć bez pieniędzy...



Stronę tego gościa znalazłem dzisiaj przez Disinfo... i w deszczowy dzień, w który napierdala mnie głową, idee te wydają sie naprawdę twórcze i ozywcze. Kto bowiem nie chciałby w zasadzie mieć tego wszystkiego w dupie?

Koleś, o którym mówię, żyje od dziewięciu lat całkowicie bez pieniędzy nie akceptując też żadnej formy płatności kredytowej i papierów wartościowych.

Jego strona hostowana jest przez Google, jak sie wydaje całkowicie sensownie, za darmo :)

Kliknijcie w ten link, by przeczytać jego całkiem spory FAQ.

Thursday, 6 November 2008

Stevena G. Horwitza list do przyjaciół z lewicy!



Bardzo ważny, choć pewnie przejdzie bez zauważenia w środowiskach polskich ekonomistów, a jednak warty polecenia czytelnikom mojego bloga jest w dyskusji o aktualnej recesji List otwarty do moich przyjaciół z lewicy, napisany przez Stevena G. Horwitza.


Wednesday, 15 August 2007

pOdŁĄCZcIE SIę Do HakIMa bEyA na LaST.fm...



Dzisiaj rano, jak zwykle odpaliłem swojego laptopa i zalogowałem się na najlepszy system operacyjny świata czyli Ubuntu 7.04 (wysypał mi się ostatnio lub odmówił posłuszeństwa chyba kilka razy w ciągu tygodnia przy różnych okazjach, bo taki los newbie Linuxa :D). Pierwsza decyzja - posurfować po sieci! Zwykle sprawdzam jakieś serwisy społecznościowe, włączam muzę i zastanawiam się o czym tu napisać :) Wprawdzie ostatnio grubo cisnę wizualkę dla bratrata z Anal Sex Terror - wejherowskiego selektora rootsowego, na Festiwal w Osródzie, ale i tak nad pisaniem spędziłem 2/3 życia, więc mój mozg działa od rana na jedno wbicie :)

Tym razem będzie o Last.fm Dlaczego? Bo to zajebista platforma, której siły jeszcze wielu nie doceniło. Całkowicie zrewolucjonizowała "słuchanie radia" i wniosła wiele życia w Internet, co przełożyło się na wzmożone kontakty międzyludzkie i gorące odkrycia muzyczne... przynajmniej w moim wypadku :)


***



Zaangażowani, internetowi aktywiści od samego początku widzieli w boomie na Web 2.0 kolejną korporacyjną strategię na jeszcze szybsze i skuteczniejsze wyciśnięcie z sieciowych społeczności, jeszcze większej ilości hajcu. Siła, jaką mogły mieć marketing i branding dla "blue chips" po przeniesieniu do wieży Babel mediów - Internetu, została przez nich bardzo szybko dostrzeżona jakieś 5-6 lat temu i na naszych oczach kwitnąć zaczął wzmożony proces konwergencji platform. Dziś serwisy społecznościowe mogą mieć miesiąc i jeszcze nie wyjść z fazy beta testów, a już ktoś zechce przejąć je za pokaźną sumkę.

Last.fm nie jest tu wyjątkiem. 30 maja amerykański koncern medialny CBS kupił robiącą furorę wśród użytkowników na całym świecie, brytyjską platformę za 280 mln USD i bardzo szybko zaczął wprowadzać nowe usługi, mające docelowo przyciągnąć do serwisu maksymalny ruch tj. zagnieżdżone wideo a la YouTube. Oprócz reklam, będących standardowym modelem zarabiania w Internecie, Last.fm zarabia dodatkowo jako pośrednik transakcji, które wykonują użytkownicy kupujący płyty w Amazon.com wykonując swoje kliknięcie na stronach lub w scrobblerze Last.fm. Oprócz tego serwis pobiera opłaty za dostęp do niektórych usług tj. "radio osobiste".

Abstrahując jednak od handlu i przenosząc się na poziom społeczny tego fascynującego serwisu, nie można nie zauważyć, że łącząc medium radia, odtwarzacza muzycznego i sieci, Last.fm wytwarza ciekawe pole memetyczne tworząc jednocześnie krąg oddziaływania społecznego, który ma swój nihilistyczny smaczek, ale również niezaprzeczalny, romantyczny feedback. Oto zdruzgotane zostały kolejny raz przez nowe matryce medialne, media hierarchiczne - jednokierunkowe, a wygrało zaangażowanie jednostek, wolny wybór i społeczne tagowanie.

Last.fm pozwala w moim przypadku właściwie na słuchanie wszystkiego w ramach platformy społecznościowej. Mój ulubiony odtwarzacz, stworzony z myślą O KDE, Amarok potrafi przyswajać wszystkie darmowe strumienie Last.fm, jak też scrobblować kawałki, które nie zostały dołączone do platformy, a pochodzące z mojego dysku :) Dzięki temu nie czuję się uzależniony od żadnej ze "stacji radiowych", jeśli nie ma czegoś na Last.fm, odpalam to z dysku, a muzyka dalej działa w ramach platformy społecznościowej, co właśnie różni ją od zwykłego radia, które będąc medium hierarchicznym nie jest sprzężone z jego użytkownikiem.

Dlaczego chciałem o tym napisać? Ponieważ dzisiaj odkryłem, że Last.fm "zatagowało" już tak mocno Hakima Beya, że powstała nawet stacja, na której leci muza, związana przez użytkowników z jego osobą (co sprawdzić łatwo, wystarczy wpisać pożądany tag). Na początek wyskoczyła mi Diamanda Galas. Kto by pomyślał, że ma coś wspólnego z Hakimem Beyem? :) Przeszukałem sieć, nic oczywistego znaleźć się nie dało, co utwierdziło mnie jeszcze w przekonaniu, że społeczne tagowanie jest niezwykłym fenomenem, którego znaczenie jest bardziej duchowe niż by się to z początku wydawało.

Wyobraźmy sobie, że oto wiele niezwiązanych ze sobą bezpośrednio jednostek dokonuje niehierarchicznego połączenia dzięki internetowemu medium po czym tworzy za jego pomocą siatkę znaczeń, która następnie oddziaływuje na jego użytkowników. Przypadkowa grupa w żadnym wypadku nie musi tworzyć dla tej sieci dodatkowych narzędzi, umożliwiających utrzymywanie homeostazy (system jest samoregulujący się). Jest to jednocześnie, szybkie, skuteczne i przemawiające do wyobraźni rozwiązanie.

To także klasyczny przykład grupowego feedbacku, postrytualnego zachowania, które pozwala na komunikację dzięki sprzężeniu ze sobą muzyki, internetu i tagowania. Tak, jak wśród wspólnot plemiennych sprzęga się ze sobą zmysły dzięki rytmom bębna, piszczałki lub grzechotki i środkom psychedelicznym, w świecie podłączonym robi się to za pomocą Internetu - cybernetycznej pigułce nowej, grupowej tożsamości.

Ciekawą rolę mają tutaj ekstensje zmysłów, oferujące wykorzystywanie w działaniu genetycznych wzorów. Jeśli muzyka to głównie domena słuchu (przynajmniej w codziennym stanie świadomości), to tagowanie jest domeną wzroku (wszyscy codziennie widzimy otagowane mury). Jednak znaczenie wykluwa się w ludzkim mózgu dzięki impulsom pochodzącym w obydwóch sfer doświadczenia dając płynny tunel rzeczywistości, stwarzający alternatywny wobec piramidowego kierunek rozumienia świata dzięki zmysłom połączonym w jedną całość. To właśnie miał na myśli McLuhan pisząc o globalnej wiosce, łączącej ze sobą wszystkich za pośrednictwem elektrycznych mediów, a Timothy Leary pisząc o globalnej świadomości psychedelicznej, która wykształciła się dzięki masowemu użyciu LSD.

Dla mnie jest to doskonały przykład dalszego spełniania się kontrkulturowych utopii, które jak mityczne Wyspy Szczęśliwe u Hakima Beya, są odwzorowaniem matrycy pierwotnej Macierzy Kosmosu, w której komunikacja jeszcze nie została wynaleziona, a świadomośc pogrążona była w słodkim stanie nieistnienia. Boom 2.0 może się szybko skończyć, ale nowe siatki memetyczne będą egzystowały jako żywe pola znaczeń dzięki jednostkom chcącym się ze sobą komunikować na nowym poziomie.


Tuesday, 13 February 2007

Panarchia czyli upadek rządów hierarchicznych



Jakiś czas temu natknąłem się na bloga Paula B. Hartzoga, badacza z University Of Michigan, który poprzez studiowanie CAS, a także politologii i teorii informacji, doszedł do jednej z wielu niszowych dla naszej kultury, aczkolwiek niezwykle ciekawej idei, a mianowicie do teorii panarchii. Swoje wnioski zawarł w doskonałym studium Panarchy: Governance in the Network Age.

Panarchia jest ideą stworzoną przez belgijskiego botanika i ekonomistę politycznego, Paula Émile'a de Puydta, który swoje rewolucyjne przemyślenia zawarł w artykule Panarchy, opublikowanym w Brukseli, w kwietniu 1860 r. Nasz rewolucjonista był libertarianinem i wierzył w wolny rynek więc dlatego pewnie pisał w tymże tekście: Istnieje potrzeba wolnej konkurencji, przede wszystkim pomiędzy jednostkami, potem zaś na szczeblu międzynarodowym - wolność innowacji, pracy, wymiany walutowej, handlu i wolności wyceny swoich produktów - i nie potrzeba oczywiście żadnej interwencji ze strony Państwa poza jego sferą specjalną. Innymi słowy: Laissez-faire, laissez-passer. Poza wolnym rynkiem Puydt postulował tam wprowadzenie nowego typu stosunków społecznych, które nie opierałyby się na hierarchii, ale na naturalnej ewolucji w stronę wielowymiarowego porozumienia pomiędzy różnymi typami jednostek zaangażowanych w proces wymiany dóbr i idei. Miała być to więc spójna całość, którą dzisiaj zwerbalizować możemy pod postacią "społeczeństwo sieci".

Jego idee zostały niestety w nauce zarzucone na rzecz fascynacji państwowym interwencjonizmem i etatyzmem, jednak odżyły w latach 70' i '80 dzięki myślicielom tj. John Zube, James Rosenau i Paul Wapner, a ostatnio dzięki Howardowi Rheingoldowi i ww. Paulowi B. Hartzogowi, który w swojej pracy rewitalizuje stare idee wskazując, że wreszcie nie tylko są one możliwe, ale dosłownie stwarzają na naszych oczach Nowy Panarchiczny Świat dzięki złożonemu procesowi, jakiemu podlega światowe, hierarchiczne przywództwo. W swojej pracy wysuwa hipotezę, iż "Złożoność + Sieci + Łączność >>> Panarchia". Do zagadnienia tego podchodzi zaś od wielu stron analizując stosunki międzynarodowe, złożone systemy adaptacyjne (CAS), sieci społeczne, technologie komunikacyjne, kulturę oddolnie generowanej treści i współczesne ruchy rewolucyjne.

Przyczyny zmian widzi w zwiększającym się zaangażowaniu globalnym pojedynczych jednostek, organizujących się w spontaniczne sieci, co doprowadza do kryzysu system centralnego zarządzania i przyczynia się wydatnie do erozji państw narodowych. W swoim wywodzie opiera się na wielu materiałach źródłowych, które pośrednio lub bezpośrednio podpierają jego tezy. Jak podkreśla, natura zmian leży nie tylko w następujących procesach przechodzenia kluczowych form i koncepcji władzy na dół, ale przede wszystkim w zmianie funkcjonalnego zróżnicowania jednostek i ich tożsamości.

Wszystko zaś dzięki zwiększonej łączności, która jest możliwa dzięki współczesnym technologiom, co przyśpiesza obieg idei i umożliwia złożoną koordynację zbiorowego wysiłku, który nawet pozornie przypadkowy, odtwarza samo organizujący się wzór. Na plan pierwszy wysuwa się tu zbiorowy fakt, który Rheingold nazwał "mądrością tłumów", a Hartzog nazywa "rojem". Struktura ta posiada wg. niego umiejętność dynamicznego i jednocześnie zdecentralizowanego rozwiązywania problemów dzięki naturalnej, pozornie chaotycznej synchronizacji. Do jej cech należałyby: brak narzuconej kontroli, autonomia subjednostek, wysoka liczba połączeń komunikacyjnych, sieciowa i nielinearna przyczynowość "końcówek" oddziałujących na "końcówki".

Jak pisze sam Hartzog: Sieci nie są nowe, ale trudność z koordynacją była tradycyjną przeszkodą dla ich efektywności. Ponieważ sieci są zależne od gęstych struktur wzajemnej komunikacji, rozrost formy sieci jest funkcją świeżych innowacji na polu technologii komunikacyjnych. Oczywiście nie obchodzi się w końcu bez sięgnięcia po przykłady praktyczne, którymi dla Hartzoga są działania EZLN w Chiapas oraz protesty przeciwko WTO w Seattle w 1999, a także koncern Aisin, należący do Toyoty. Hartzog duży nacisk kładzie także na to, że w panarchicznej sieci jej "węzły" nie są od siebie wzajemnie uzależnione, dzięki czemu nie powstają zatory komunikacyjne nawet w wypadku usunięcia znacznej części jej "ciała". Ta niezwykle organiczna teoria jest kolejnym dowodem na to, że zmiany następują o wiele szybciej niż nam się zdaje, a wyzwolenie z rządów ponurych technokratów szykuje się lada dzień!