With the beginning of Robert Anton Wilson's week, we have Douglas Rushkoff explaining his spririt what happened while he was dead... let's hope he can hear it!
... where cult & sleaze meet... digging classic genre flicks, exploitation revival, auteur cinema & rare documentaries... you like it, we like it!
Thursday, 12 January 2012
Douglas Rushkoff's transmission to RAW!
With the beginning of Robert Anton Wilson's week, we have Douglas Rushkoff explaining his spririt what happened while he was dead... let's hope he can hear it!
Sunday, 21 November 2010
Magivanga ma kanał YouTube-owy :)
Kanał znajdziecie pod tym adresem.
Friday, 26 February 2010
Kurwa, kurwa, kurwa!!!
Co w Londynie człowieka generalnie wkurwia oprócz tego, ze wydatkom nigdy nie ma końca, bo Lewiatan wpierdala kasę, jak pojebany? Trzeba na naprawienie każdej najmniejszej usterki czy wykonanie usługi czekać, a efektywność tych czynności jest bardzo niska.
Miesiąc temu w starym mieszkaniu przestał działać nam prysznic, bo wysiadla pompa, pięć dni trzeba bylo czekać na interwencje brata mojego ex-landlorda! Gdy już udało nam się wyprowadzić (dokładnie 23 lutego) i miałem nadzieję na poprawę losu, w nowym mieszkaniu zastaliśmy rozjebany bojler i brak ogrzewania...
Gdy udało się juz ekipie naprawczej napuscic wody do obiegu i grzejniki zaczęły chodzić, na następny dzień znowu kurwa była zimnica, bo spadło ciśnienie na skutek pierdolonego wycieku w niezidentyfikowanym miejscu! Ja jebie, to miasto mnie doprowadzi na krawędź załamania nerwowego z powodu zwykłych wypadków losowych.
P.S. Widzę tu kolejna lukę niszowa dla psychoterapii. Jeśli ekipa naprawcza nie pojawia sie od tygodnia, a w twoim mieszkaniu po raz trzeci w ciągu pól roku wysiadlo ogrzewanie, rozladuj napiecie i napisz do Misia.
Friday, 23 January 2009
23 - psikus Eris czy wieczna zagadka?
Z tego powodu wy także musicie wiedzieć, co stać się może kiedyś dnia pewnego innego (lecz także dwudziestego trzeciego). Polecam artykuł w The Independent.
Dorzucam jeszcze pomoc naukową w postaci wideo. Enjoy responsibly and don't try this at home :)
Swoją zaś drogą przypominam pogańskie przysłowie kaszubskie, które mówi: "Kogo szatan rano wskaże, temu lachę ciągnąć każe!" Meeeeeeeeeeee!
W końcu jednak postanowiłem poszukać w YouTube tej zagadki i oto, co objawiło mi się na dwudziestej trzeciej stronie wyników wyszukiwania:
link. Nie ma przypadków, wideo zostało nawet wyłączone z zagnieżdżania na stronach.
Friday, 3 October 2008
Trzy słowa od papieża do ojca prowadzącego czyli imigranta na Polaków spojrzenie
Mój ulubiony krytyk polskich wad narodowych, Witkacy, zasłynął powiedzeniem, że Polska byłaby wspaniałym krajem, gdyby mniej w niej było Polaków. Stwierdzenie to obrazuje wbrew pozorom nie tylko niechęć wielkiego artysty do mentalności przeciętnego Polaka, ale wskazuje także na niedostatek pozytywnego myślenia o polskiej tożsamości narodowej przez najbardziej zainteresowanych.
Przez ponad dwa wieki polska tożsamość narodowa była kształtowana głównie w opozycji do otaczających zewsząd Polaków wrogów, którzy stanowili śmiertelne zagrożenie dla ich języka i kultury biorąc je w bezlitosne kleszcze. Można by zaryzykować stwierdzenie, że polska tożsamość narodowa stała się dzieki temu w dużej mierze tożsamością negatywną – wymierzoną przeciwko komuś, przed kimś wiecznie się broniącą.
Nie da się jednak ukryć, że w ten właśnie sposób udało się stworzyć zbiorową świadomość, funkcjonującą w oparciu o widmo niewidzialnego wroga. W podobny sposób udało się wspiąć w przedwojennych Niemczech na wyżyny popularności faszyzmowi. Nie byłoby to nigdy możliwe bez korzenia wszelkich struktur organizujących życie zbiorowości – tego co mój przyjaciel, Dariusz Misiuna, określił kiedyś w rozmowie jako "tyranię kolektywizmu". Ta mityczna "władza systemu" od zawsze była wspomagana przez ortodoksję religijną i dyskurs polityczny, działający w dualistycznym polu zły – dobry, czarny – biały, wróg – przyjaciel etc.
W tym polu została też zorganizowana i utwardzona polska tożsamość narodowa. Łatwo to zauważyć, szczególnie w Londynie, gdzie na każdym kroku można usłyszeć polski język. Mogę uważać przy tym za swoje szczęście, że nie przypominam wyglądem Polaka i dzięki temu mogę podsłuchiwać "swoich rodaków" na ulicy oraz w autobusie. Zdarzyło mi się ostatnio usłyszeć z ust Polaków wiązankę na temat muzułmanów, czarnuchów, którą ku mojemu zdumieniu zakończył szyderczy komentarz na temat "dziwnego, wielkiego kolczyka" w moim uchu, który mógłby sobie wsadzić kolega... ten „kolczyk” był w zasadzie stożkiem do rozpychania ucha. Miał wprawdzie 10 mm, ale nie było w nim nic dziwnego. Prawie mnie zatkało, ale nie dałem po sobie poznać, że coś zrozumiałem. Konspiracja to podstawa.
W zasadzie nie zdziwiło mnie to zupełnie, gdyż zyjąc 27 lat w Polsce zdążyłem zrozumieć, że Polacy mają jeden podstawowoy problem – nie potrafią akceptować inności. Wychowani w świadomości słuszności swojej religii, stylu życia, myślenia, postępowania, a nawet ubierania (jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało), pielęgnują to, co Nietzsche nazywał "moralnością niewolnika" - kult szarości i przeciętności. Widząc jednostkę odstającą od tłumu, jak wściekłe szerszenie, Polacy organizują się, by ją zniszczyć. Indywidualizm jest największym zagrożeniem dla „tyranii kolektywizmu”.
Przez tą cechę większość Polaków ma jednak wielki problem z odnalezieniem się w realiach społeczeństwa post narodowego, w wirze multikulturowej metropolii tj. Londyn. Powierzchowna, ukształtowana za europejskim murem świadomość wyjątkowości, pada jak domek z kart. Pan Rysiu z Białegostoku, który dostaje ataku serca, gdy ktoś zagada do niego po angielsku, jest tego najlepszy.m przykładem. Przez fałszywą pewność siebie przebija się wstyd. Wstyd braku edukacji, braku wychowania, stylu obcowania z innym i wstyd bycia bycia gorszym – pachołkiem z Europy Wschodniej. Syndrom mięsa armatniego, wyzierający prawie z każdej pary oczu, to Polaków w UK znak rozpoznawczy.
Egzystencjalny smutek polskiej imigracji w UK nie bierze się jednak znikąd – to efekt nieprzygotowania edukacyjnego do realiów post kolonialnej Europy. Gdyby eksperyment z Madagaskarem zakończył się sukcesem, może wtedy Polacy "zasmakowaliby imperializmu" i stali się bardziej świadomi innych kultur i ich zwyczajów, a także pozwoliliby sobie na więcej luzu. Polak, jak kołek wyjęty z płotu ma bowiem także problem z wyluzowaniem się, ze zrzuceniem z siebie grobowej maski, w którą ubrał go kościół, szkoła i społeczeństwo.
Ten stan rzeczy odbija się nie tylko na relacjach z innymi ludźmi, ale także na stylu, który prezentują Polacy w UK. To przelewająca się szaro-burość. Przeciętny Polak w Londynie to wyrwany ze wsi spod Lublina wieśniak, który nie potrafi w żaden sposób zaakcentować swojej ciekawości świata i kolorów osobowości. Nic jednak dziwnego, cech on tych po prostu zwykle nie posiada nakłądając sobie na siłę maskę męczennika, wisielca (tarotowe inklinacje, jak najbardziej wskazane do analizy).
Wykształca się w ten sposób stereotyp Polaka, który ryje 18 godzin na dobę, nie dba o siebie i chodzi po ulicy z mieszanką smutku, wściekłości i niepewności na twarzy. W Londynie Polak to zbir ze Wschodu, Tatar współczesnej Europy. Co pomogłoby to zmienić? Bardzo niewiele, trochę szacunku dla siebie samego, więcej spokoju, wyrozumiałości dla innych realiów, a ponad wszystko chęć tworzenia pozytywnego wizerunku siebie samego, czego wszystkim Polakom w Polsce i za granicą serdecznie życzę!
Wednesday, 13 February 2008
Zagadka liczby XXIII
Dzięki fascynacji liczbą 23 można dotrzeć do wielu miejsc, to w końcu jedna z macek świętego chaosu, która sprawia, że to co nieoczekiwane staje się prawdziwe, a to co nieprawdziwe, staje się tak samo oczekiwane i vice versa... moje życie w ostatnim czasie pogrążyło się już w takim chaosie (poniekąd na własne życzenie), że kontemplacja tej świętej liczby jawi mi się nie jako fanaberia, ale jako życiowa konieczność.
Oczywiście, pierwsze co przychodzi na myśl to heksagram XXIII, po (bo) z chińskiej księgi I Ching. Tłumaczony jest on najczęściej na polski pod wszystkomówiącą nazwą Rozszczepienie lub Rozpad, jeśli denotuje jedną linię Yang nad pięcioma liniami Yin jako chwilę głębokiego załamania i upadek w chaos przeciwności losu. Jednak znak ten przez bardziej wnikliwych tłumaczony jest jako Bukłak na Wino i Nóż i oznacza coś więcej niż tylko ścianę stresu.
Jeśli intuicja Lise Heyboer (kliknijcie w link) jest trafna, genezę tego heksagramu należy wywodzić z ofiary zwierzęcej, która służyć miała oczywiście przepowiadaniu przyszłości... Esencją heksagramu XXIII jest więc dywinacja sama w sobie, moment w którym to co przewidziane staje się rzeczywistością. Może więc on jednocześnie oznaczać wpadnięcie w głębokie kłopoty, ale także nagłe wyjście z najgorszych problemów.

Jednak dla mnie najważniejsze objasnienie liczby 23 stanowi ustęp z Tao-Te-Ching (księgi, z którą jak kiedyś pisałem, nie rozstaję się nigdy). W ustępie XXIII Lao Tsy objawia nam dlaczego chaos w rzeczy samej równoważny jest z harmonią i czego uczyć może nas jego codzienna kontemplacja.
Jak czytamy w nim:
Oszczędność w słowach jest zgodna z naturą.
Bowiem i gwałtowny wicher nie dmie przez cały ranek.
Ani ulewny deszcz nie pada przez dzień cały.
Natura jest tu przedstawiona jako harmonijna całość pomimo tego, że pełna niespożytych sił chaosu. Jednocześnie ukazany zostaje związek Ziemi i Nieba, które w kulturach starożytnych bardzo często personifikowane były jako dwa potężne bóstwa, męskie i żeńskie. Także w Tao-Te-Ching wzajemne oddziaływanie tych dwóch sił jest częstym przedmiotem kontemplacji. Niebo odpowiada za pogodę, zaś Ziemia za urodzaj. Plony w cywilizacjach rolniczych - do których należą wszyscy chlebożercy i ryżożercy, nawet znający się na inżynierii genetycznej – zależą od połączenia obydwóch, w swoim mitycznym wymiarze rytualny związek obojga zapewnia zaś obfitość pożywienia.
Para ta, pomimo tego iż jest w stanie narzucić ostre reguły gry, nie ma możliwości lub nawet nie chce tego robić cały czas i nie dąży do tego, ponieważ... tryb ten jest wewnętrznie uwarunkowany przez Tao, które wskazuje na oszczędność energii. Lao Tsy pisze o "oszczędności w słowach jako zgodnych z naturą", jednak na myśli ma prawdopodobnie coś więcej, zgodność z Tao w codziennym funkcjonowaniu, które jest świadkiem ciągłej zmiany ludzkiego losu. Postępowanie zgodne z Tao jest więc przyjmowaniem stanu rzeczy takiego, jakim jest, słynnym chanistycznym wu wei.
To nie upór w zmianie stanu rzeczy jest bowiem najważniejszy, ale umiejętność dostosowania się do wszelkich zmian. W momencie pogodzenia się z losem, znika bowiem potrzeba zmiany, a ona sama następuje automatycznie.
Znajomość Tao musi więc zakładać świadomość nieuchronności zmiany przy jednoczesnej akceptacji wszelkich możliwych kierunków tej zmiany. Jeśli wola Nieba i Ziemi ma być bowiem w pełni akceptowalna, trzeba się pogodzić zarówno z obfitością plonów, jak i gradobiciem. Czy da się z tao surfować po falach chaosu? Odpowiedź pozostawiam wam... szyickim fanatykom wyobraźni.
P.S. Jako część operacji, mającej wprowadzić moje rozważania w czyn, spytałem I Ching o moją sytuację zawodową (która finansowo jest kiepska) i otrzymałem właśnie TEN jedyny na świecie, fantastyczny heksagram. W moim przypadku dwie linie Yin zamieniają się jednak w Yang, co wskazuje na szybką zmianę...
Monday, 23 July 2007
Dzień 23. cd czyli Zbychowo to zło :D
szczerze powiedziawszy, to zawsze gdy przychodzi ten dzień 23. siedzę sobie spokojnie i na wszystko mam wyjebane, bo nie chcę nakręcać żadnej jazdy. gdybym uległ tej pokusie jaki byłby wtedy ze mnie podróżnik po krainie chaosu? "kto oczekuje, najpewniej tego nie dostanie", nie ma tego w Prinicipii Discordii, ale sam bym to umieścił w wersji 2.0 :) bądźcie więc spokojni o żądzę rezultatu, jeśli nie działa prawo góry, na pewno działa prawo dołu! faktem jest, że czasem trzeba patrzeć pod nogi, żeby się nie przewrócić ;)
Dzisiaj znajomy zabrał mnie wieczorem do Zbychowa. Chciałem się w sumie napić piwa po ciężkim dniu trzepania ramek, układania imprezowych kalendariów i wysyłania podań o pracę, ale stanęło na kąpieli w jeziorze o wdzięcznej nazwie Wyspowo. Niestety nie wyszło, a dlatego że....
trafiliśmy wprost w ręce znajomej pary, która uruchomiła w tym przeuroczym miejscu sezonowy sklep. od razu zasięgnąłem informacji na temat stanu wody i okazało się, że jest chujnia, bo rolasy spuszczają szambo do wody :(
sanepid niby badał, ale kto ufa instytucjom rządowym?
co tu kurwa zrobić?
nic, wzięliśmy po piwku (którego w sumie miałem nie pić) i zasiedliśmy na ławeczce. jak wiadomo, polska wsiami stoi i w sensie mitotwórczym i w sensie politycznym (co by pisiory zrobiły bez swojej ukochanej, katolickiej wsi? aż boję się pomyśleć :P). pije się tutaj naprawdę grubo, rzekłbym: na masę. no i podjeżdża jakiś rozpierdolony żuk z ziomami prosto z budowy, którzy tradycyjnie zaczynają po kaszubsku o tym, że "muszą się najebać po ciężkiej pracy". zrylce jak chuj, ale że właściciel sklepu "godo tok somo", na luzie :)
15 minut picia piwa i podbija kolejny zrylec, który (co doniósł wywiad :P) nie może przestać pić :))) wszystko ok, gdyby nie jeep wypełniony ubranymi w khaki kolejnymi frikami, którzy przejeżdżali obok sklepu i kolo na oryginalnej MZ-ce 250 (dwusuwowy silnik, gaźnik, przerobiony widelec), który przyjechał i postawił następne piwko. w międzyczasie nasłuchałem się historii o klimatach panujących w okolicy i nie moglem przestać się śmiać. czemu na kaszubach każda wioska wygląda jak szkrzyżowanie "alicji w krainie czarów" ze szpitalem psychiatrycznym? niech to będzie zagadka dla etnologów :)
w każdym razie kolo poczęstował dobrą lufą i pogadaliśmy sobie o silnikach, mocy i momencie obrotowym. taaa, fantastyczne klimaty :) dalej zeszło na muzę, słuchawki i możliwości sub basowych głośników, niedługo pojawił się nawet pomysł na festiwal transowy (trans to podstawa) :D
żona tradycyjnie zmusiła jednego z pijących mężczyzn do powrotu (niech mi pokażą w polsce trzymający się kupy patriarchat!) i impreza naturalnym biegiem dobiegła końca. przy okazji usłyszałem jakąś produkcję no duck crew, która brzmiała jak kanda bongo man, masakra :D
aaa wracając, jakiś kilometr za wiochą ujrzałęm kolesia ledwo trzymającego się drzewa. czy to było objawienie chaosu? a może znak bestii? :P
p.s. chciałem w sumie napisać artykuł o znaczeniu liczby 23, ale nie miałem tak naprawdę czasu, skończę moją wdzięczną wizualkę "Aeon of Chaos", to pewnie wrzucę na stronkę, bo trzeba się w końcu samemu zmierzyć z tym wyzwaniem :) pozdrowienia dla wszystkich, którzy biorą eremitę za głupca :)
Dzień 23
Dziś około godziny 00:23 znowu zerwało mi połączenie z siecią "przez kabel" pomimo tego, że moje linuksowe sterowniki do przewodowej karty sieciowej są bez zarzutu (a może to router?) Nie ma się jednak czym przejmować, bo od czasu do czasu musi się trafić jakaś awaria, nawet rzecz biorąc statystycznie. Co w tym było jednak najdziwniejsze to specyficzna selektywność - pomimo braku połączenia dalej mogłem się łączyć z Google, moją stroną i stroną OKULTURY :)
Ach ten cyfrowy chaos...
to tylko magia mój nagi, nagi Chopinie :)
cdn.