Showing posts with label Douglas Rushkoff. Show all posts
Showing posts with label Douglas Rushkoff. Show all posts

Thursday, 12 January 2012

Douglas Rushkoff's transmission to RAW!


With the beginning of Robert Anton Wilson's week, we have Douglas Rushkoff explaining his spririt what happened while he was dead... let's hope he can hear it!




Saturday, 12 November 2011

ContactCon - kolejny krok, okupacja mediow!



Czym jest ContactCon?

Jak odpowiedzial na to pytanie Douglas Rushkoff: The idea behind ContactCon was in some ways the Internet equivalent of the idea behind Occupy Wall Street. My original Internet meme, the name of my first email list, my first radio show was called "The Radio Squat." I always saw the Internet as an opportunity to occupy the media.

Goraca inicjatywa, ktora poparlo juz kilka wielkich osobistosci deprogramowania. Odwiedzcie koniecznie ContactCon.

Friday, 30 September 2011

Czy naprawde potrzebujemy pracy?

Douglas Rushkoff kontratakuje w tradycji mysli podejzliwej... czy naprawde potrzebujemy pracy?


Saturday, 11 December 2010

Rushkoff demaskuje stupor polskiej prasy!

Przypadkiem natknąłem się na wywiad z Douglasem Rushkoffem, zatytułowany Wikileaks prawdę ci powie, opublikowany na stronie polskiego Newsweeka trzy dni temu. Rushkoff oczywiście został wyłuskany do tego wywiadu przy okazji afery z WikiLeaks i był to wybór bardzo trafny, bo to jeden z niewielu ekspertów, który Internet zna, jak własną kieszeń.

Odpowiedzi Douglasa są bardzo trafne, natomiast same pytania ośmieszają poziom intelektualny polskich redaktorów prasowych, jeśli tylko spojrzeć na imputowane w nim przedzałożenia. To, że do niedawna jeszcze calkowicie ezoteryczny dla polskiego rynku medialnego Rushkoff jest jednak przepytywany przez popularny tygodnik, należy zaliczyć jako sukces sam w sobie i sukces ludzi, którzy promowali w Polsce jego myśl.

Co obraża poziom ekspertyzy Rushkoffa, to montowanie przez pana redaktora z politycznej łaski wniosków a priori w stylu: "Internet to sieć kłamstw i fałszywych tożsamości", "Internet to źródło zla" albo "gazety to źródło najszczerszej prawdy", które Douglas zbija inteligentnymi ripostami obnażając "święta powierzchownosc" dziennikarstwa polskiego i absurdalny skansen intelektualny, w którym bytują sami dziennikarze.

Naprawdę z rozbawieniem się czyta wywiad z geniuszem medioznawstwa, przeprowadzany przez dziennikarza, który żyje w post-komunistycznym świecie, napędzanym przez parowóz medialnych bajek, wypełnionych wiecznymi zmaganiami pomiędzy dobra prasa i złym Internetem. Nie wiem kiedy przeczytam coś, co potrafi przeskoczyć ponad największą bolączką dziennikarzy... dezaktualizacją prasy i telewizji jako mediów opisujących "rzeczywistość". Tu bowiem leży pies pogrzebany. Was czas się skończył, panowie redaktorzy! Czas odrobić zadanie domowe!

Tuesday, 29 December 2009

Nowy projekt PBS z Douglasem Rushkoffem


Po napisaniu znakomitej książki "Life Inc." oraz stworzeniu sieciowego filmu pod tym samym tytułem, Douglas Rushkoff wziął się z powrotem za media cyfrowe przy współpracy z telewizją PBS. Efekt już niedługo, w lutym, kiedy premierę będzie miał film dokumentalny "Digital Nation: Life On The Virtual Frontier", skupiający się na wpływie cyfrowych mediów na kulturę współczesną.

Na razie można zobaczyć sobie trailer i sprawdzić oficjalną stronkę. Bardzo zachęcamy, gdyż dwa poprzednie dokumenty z Rushkoffem jako konsultantem ("The Persuaders" oraz "The Merchants Of Cool") uważamy osobiście za wielkie dzieła sztuki.

Friday, 13 November 2009

"Ekonomia nie jest nauka nautralna"

Dla tych, ktorzy nie mieli w rekach ostatniej ksiazki Douglasa Rushkoffa, idealnym wstepem i strzeszczeniem do niej bedzie ponizszy tekst, opublikowany w prestizowym portalu EDGE.org. Roshkoff argumentuje w nim, ze aktualny model ekonomiczny dla gospodarek swiatowych wciaz opiera sie na wzorcach sredniowiecznych uzalezniajac jednoczesnie cale spoleczenstwa od korporacyjnych wizji ladu, ktore stamtad biora swoje poczatki.

Jak pisze: Ekonomia, w ramach ktorej operujemy, nie jest systemem naturalnym, ale zestawem regul, wynalezionych w Sredniowieczu, majacych na celu zastopowanie szybkiego rozwoju klasy kupieckiej, kreujacej i wymieniajacej wartosc podlegajac jednoczesnie immunitetowi. Dzisiaj moglibysmy nazwac to "ekonomia sasiedzka", ktora nie podlegala centralnemu zarzadowi i nie miala nawet centralnej waluty.

[Czytaj dalej]

Tuesday, 29 September 2009

Życie skorporatyzowane!




Jak pewnie się orientujecie, od długiego czasu jestem fanem Douglasa Rushkoffa, którego przetłumaczyłem textów kilka i przeprowadziłem nawet z człowiekiem krótki wywiad. Rushkoff jest dla mnie absolutnym fenomenem, przede wszystkim jako mistrz obserwacji antropologicznej na polu mediów, ewolucji rynków konsumpcyjnych i meta-marketingu. Jest min. twórcą terminu „marketing wirusowy”, autorem ironicznej powieści The Ecstasy Club, opisującej życie squatu raverów w Stanach Zjednoczonych z perspektywy a la późny Tom Wolfe oraz twórcą niezliczonej ilości narracji, wyjaśniających mechanizmy funkcjonowania mediów i ciemne strony kultów samopomocy.

Jego najnowsza książka Life Inc. (która najprawdopodobniej nie zostanie przetłumaczona na polski), to efekt ostatnich kilku lat pracy Rushkoffa na styku usług korporacyjnych i analizy mediów oraz własnych doświadczeń życiowych, które w tej książcer nabierają prawdziwie przełomowej wymowy. Dla znających jego filmy dokumentalne, nakręcone dla telewizji PBS, będzie tu kilka okazji do solidnego powtórzenia jego myśli. Dla obserwujących jego wpisy blogowe, będzie ich zaś znacznie więcej. Sam nie mogę wyjść z podziwu, jak w Life Inc. Doug połączył pięknie swoje liczne zainteresowania i dośiadczenie tworząc z nich krystalicznie czystą wizję rzeczywistości - gong, który idealnie uderzył w mój dzwon.

Muszę tu wspomnieć, że nic mnie tak nie mierzi, jak pierdolenie grupki akademickich intelektualistów-alkoholików lub ekspertów na usługach wielkich korporacji, którzy przedstawiają jednokierunkową wizję świata, w każdej kolejnej książce rozsiewając rodzaj zgubnego fatalizmu lub po prostu odmawiając komentowania głębokich struktur działania współczesnej rzeczywistości społecznej. Jest to dla mnie makulatura, ktorą można sobie z miejsca podetrzeć dupę. Niestety, w tej właśnie działce można by umieścić większość dzieł znanych proroków nauk społecznych (mniej więcej 90%). Do tej grupy nie należy jednak na szczęście najnowsze dzieło Rushkoffa. To coś tak ożywczego, że ma się ochotę zaraz wprowadzać pewne myśli w życie.

Oczywiście, Rushkoff trafił w czasy kryzysu ekonomicznego, co niesamowicie podostrzyło większość z jego myśli i z analizy wydobyło maksimum esencji. W tej książce aż się gotuje i czuć w niej tą niesamowitą, kontrkulturową energię, kiedy ktoś po prostu mówi Non serviam i wyraźnie zwraca się do wszystkich, żeby pocałowali go w dupę. Analizjąc historię ewolucji korporacji i zwracając uwagę, jak bardzo ograniczają one dzisiaj nasze życie, a także jak głęboko sięgają ich wpływy, Rushkoff dochodzi do bardzo ważnych wniosków sugerując jednocześnie wszystkie realistyczne sposoby „pozbycia się kajdan” - wyjścia z sytuacji, pozbawiającej jednostkę ludzką jej podstawowych, duchowych praw.

Doug zaczyna od analizy historii wykształcenia się tworu, zwanego korporacją sięgając nigdzie indziej, a do późnego Średniowiecza, gdzie wskazuje sposób, w jaki wyodrębniająca się warstwa kupiecka zaczęła po raz pierwszy dążyć do akumulacji waluty stając się ważnym pośrednikiem pomiędzy wytwórcą, a odbiorcą. Wzmacniający się w mieście popyt na dobra handlowe był z jednej strony efektem wzrostu zamożności mieszczaństwa, ale powoli prowadził także do prywatyzacji ziemi i powolnego zaniku specjalizacji pracy na najniższym szczeblu drabiny społecznej. „Uwolniona” w ten sposób warstwa chłopska zasilała akumulację kapitału emigrując do miast i sprzedając jedyne, co im zostało – pracę. Tymczasem rozwój handlu międzynarodowego powodował wzrost ryzyka biznesów, prowadzonych tradycyjnie przez rodziny i potrzebę natychmiastowego zlikwidowania specjalizacji pracy w celu zmaksymalizowania rynku zbytu. W Toskanii jako odpowiedź zakwitły więc u świtu Renesansu biznesy, znane jako „ograniczone partnerstwo”, w których każdy inwestor miał do stracenia tylko tyle, ile włożył, a zyskiwał stukrotnie w przypadku powodzenia danej inicjatwy.

Drugim okresem historycznym, który stał się wg Rushkoffa kamieniem węgielnym korporacyjnych struktur, jest Era Wielkich Odkryć, będąca świadkiem masowego powstawania tzw. „korporacji uprzywilejowanych”. Będące dla europejskich monarchii oddanymi partnerami twory tj. British East India Company, korzystały z łask królewskich otrzymując handlowe przywileje, w zamian zasilając rodowe skarbce w czystą walutę i kruszec. Działające w imieniu koronowanych głów korporacje zakładały na nowo poznanych terytoriach kolonie, a następnie kontrolowały całkowicie handel i wytwórstwo na danym terenie. Tym sposobem do końca XVII w. większość rodów królewskich w Europie była całkowicie uzależniona od skuteczności działania korporacji z nimi sprzężonych większość pieniędzy powierzając im z zamiarem ich pomnożenia.

W ten sposób Ruskoff prowadzi nas w końcu do „Bostońskiej Herbatki” i uzyskania przez Stany Zjednoczone niepodległości w 1776. pokazując obydwa z aktów jako bezpośrednią reakcję na rządy potężnej British East India Company, która bezlitośnie eksploatowała amerykańskich osadników. Następnie przypomina o tym, że demokraci tacy jak Thomas Jefferson (ten, który tak silnie wielbił wspaniałość konopii indyjskich) upominali się o zapis w Konstytucji Stanów Zjednoczonych, ktory uwzględniłby „wolność od monopoli handlowych”. Niestety, głos ten został zagłuszony przez federalistów tj. George Washington i dał początek wiekowi podważania wszelkich zakazów monopolistycznych przez amerykańskie korporacje, które wykorzystując wszystkie paradoksy i niedociągnięcia w ciągu stu lat stały się władcą życia i śmierci wszystkich Amerykanów.

Dzięki temu XX wiek przemknął nam jako galopujący wyścigig korporacji, które coraz bardziej wymykały się państwu mając jednocześnie bliski dostęp do sfery politycznej i od lat 20' utwardzały sukcesywnie swoją monopolistyczną władzę. Oczywiście nie zabrakło tu także pięknego ustępu na temat współdziałania korporacji z machiną II Wojny Światowej i Nowego Światowego Porządku, który otworzył się wg Ruskoffa w 1944, podczas pamiętnego spotkania przywódców alianckich w Bretton Woods, gdzie podłożono podwaliny pod międzynarodowy system montarny, przywództwo ekonomicze Stanów Zjednocznych, zasady kredytowania państw biednych i zdecydowano o wiodącej roli korporacji w całym procesie.

Jest w tej książce kilka słów kluczy tj. „uprzywilejowana korporacja”, „odłączenie”, „rynek mieszkaniowy”, „maszynka marketingowa”, „tworzenie długu”, „konkurencyjne środowisko”, „inny rodzaj pieniędzy”, „fascynacja katastrofą”, na które koniecznie trzeba zwrócić uwagę, gdyż są to zalążki idei, wokół których wciąż kraży autor rozrysowując je na przykładach i łącząc ze sobą na różnych poziomach kulturowych i społecznych. Tematy palące, które domagają się natychmiastowego rozwiązania, jakie Rushkoff wskazuje poprzez piękny rozdział na temat tworzenia lokalnej waluty w zamieszkanym przez siebie miasteczku, do którego przeprowadził się nie chcąc wpadać w sidła kredytu. Doug bierze także na widelec „rolnictwo organiczne” pokazując, jak nawet tak szlachetną ideę udało się korporacjom wywrócić na nice i całkowicie poddać swojej kontroli jeszcze silniej alienując człowieka od własnych potrzeb. Mamy w końcu wspaniałą egzegezę oddolnego działania małych społeczności w Nowym Jorku. Projekt „Sustainable South Bronx”, wykorzystujący „społeczne grupy rolnicze” do sadzenia zdrowej żywności na dachach domów mieszkalnych i wieżowców, które następnie dystrybuowane są pomiędzy członków danej społeczności.

Mimo tego, że krok po kroku Rushkoff odziera nas ze złudzeń na temat naszych możliwości w skorporatyzowanym społeczeństwie i sfery naszej wolności, która z roku na rok staje się coraz bardziej iluzoryczna, jednocześnie otwiera nam oczy na to co znaczą na pozór tak oczywiste terminy, jak „wolny rynek”, co się pod nimi kryje i kto je wykorzystuje do jakich celów manipulując ich znaczeniem. Reasumując, Life Inc. przedstawia niepokojąco zwartą i silnie uargumentowaną przykładami wizję światowego ładu, zmierzającą do zamiany całych społeczeństw w kontrolowane przez korporacje sfory bezmyślnych zombie. Działajcie!