Showing posts with label Inglourious Basterds. Show all posts
Showing posts with label Inglourious Basterds. Show all posts

Tuesday, 1 September 2009

Inglourious Basterds - Tarantino znowu w formie

Tarantino ponownie w formie, to z pewnością pierwsza myśl, jaka została wytworzona w moim mózgu po zakonczonym seansie jego nowego filmu. Nazwany przekornie wobec angielskiej ortografii "Inglourious Basterds", film jest holdem wobec niszowej gałęzi włoskiego "exploitation movie", znanego jako "macaroni combat".

Po raz pierwszy od dłuższego czasu otrzymujemy kino wojenne, które nie gloryfikuje, nie potępia, nie moralizuje, a przede wszystkim ma w dupie to, co zostało uznane za "prawdę historyczna". Skoro prawda umarła, miejmy z niej choć dobra zabawę!

Tarantino w swoim nowym dziele daje nam znać, ze uwielbia odbijać rzeczywistość w krzywym zwierciadle niczym mag mieszajacy ze sobą pomysły Alana Moore'a i Philipa K. Dicka i przyprawiajacy to szczypta komedii.

Akcja filmu dzieje się w ogarnietej II Wojna Swiatowa Francji. Naziści tropią ukrywające sie na wsi resztki Zydow z zamiarem ich calkowitej eksterminacji. Glowny watek zostaje zawiązany, gdy pułkownik Landa z Waffen SS zabija, ukrywajaca sie pod podłogą jednej z chat, rodzinę żydowska pozwalając jednak uciec najmlodszemu z rodzeństwa. Jest rok
1941...

W międzyczasie w Stanach Zjednoczonych, mówiący z przesmiesznym akcentem z Tennessee, porucznik Aldo Raine (Brad Pitt) organizuje pluton żydowskich mscicieli, których zadaniem jest zabijać i skalpowac nazistów na terenie Europy w celu siania totalnego postrachu.

Nadchodzi rok 1944, a grupa Aldo Raine stała sie już do tej pory zmorą niemieckich zolnierzy. W Paryzu tymczasem ocalała z jatki, urzadzonej przes SS, Zydowka imieniem Shosanna kieruje okupacyjnym kinem.

Gdy pewnego dnia zostaje zaczepiona przez niemieckiego snajpera, Federicka Zollera, cała intryga nabiera niespodziewanego kierunku... nie chce jednak psuć zabawy, tym którzy się na film dopiero wybierają!

Nie da się tego filmu oglądać bez wyksztuszenia sporej dawki śmiechu. Są sceny, które mogą rywalizować z powodzeniem z farsą "Wscieklych Psow" i chwyty rodem z "Kill Billa". Ogląda sie bardzo przyjemnie i długiego czasu nawet sie nie czuje. Tarantino po raz kolejny oferuje nam swoją własną wersję rzeczywistości, w której tlo historyczne nie ma znaczenia, dopoki potrafi się docenić dziką fantazje reżysera. Polecam!