Saturday, 12 January 2008

Raz pod górkę, raz pod górkę :)



I się doczekałem w końcu z tego wróżenia, które wskazało na opuszczające mnie szczęście w sprawach materialnych. Dwa dni temu zwolnili mnie z pracy, więc po raz trzeci już w Wielkiej Brytanii jestem bezrobotny!

Gratulacje oczywiście przyjmuję w komentarzach :)

Wednesday, 9 January 2008

II Dywinacja (Rozstrzygnięcie - VIII)



Czasem jedno drobne wydarzenie odsłania strukturę całości pozwalając odsunąć na bok niedostrzegalny w transie codzienności welon iluzji. Pojawiają się zwykle wtedy "szczeliny rzeczywistości"... znane także jako mysie dziury w Babilonie, tunele te, były od zawsze źródłem zainteresowania wszelkiej maści magów i czarowników, pozwalały bowiem na dotarcie poprzez czasoprzestrzeń do punktu, w którym krzyżowały się ścieżki losu i uzyskanie potrzebnej wiedzy. Jak mówią raperzy: "Wiedza to Potęga". Dobrze wykorzystana może wpłynąć na bieg wydarzeń samym faktem jej posiadania.

Dywinacja czyli przepowiadanie przyszłości to jeden z najstarszych, znanych ludzkości sposobów na odczytywanie komunikatów pewnego na pozór zamkniętego systemu znaków, stanowiącego jednak potężną sui generis, która jest w stanie wpływać na bieg realnych wydarzeń. Wróżbiarstwo jest także jedną z najstarszych, jeśli nie najstarszą gałęzią magii.

Ilość możliwych symboli, korespondencji i interpretacji, wynikających z wróżenia jest uzależniona od właściwości samego systemu. Ten zaś zazwyczaj jest wynikiem pewnej tradycji kulturowej, w której powstał. Kluczowe znaczenie dla jego skuteczności ma jednak sama jednostka, posługująca się tym systemem. To ona jest jedynym kluczem do prawidłowego, bądź nieprawidłowego odczytywania przepowiedni.

Jak pisał Crowley, doskonały mag może być kiepskim wróżbitą i vice versa. Talenty nigdy nie rozkładają się po równo. O prawdziwej klasie wróżbity świadczy umiejętność przekładania przepowiedni na realne życie, wstrzymywanie się od autosugestii i elastyczność - znajomość systemów, które mogą być wykorzystane ad hoc w każdej sytuacji, nawet w przypadku braku pożądanych przedmiotów magicznych. Najskuteczniejsza dywinacja to taka, która daje się wykorzystać szybko i przynosi najlepsze rezultaty.

Z samego faktu wykonania aktu wróżenie wynikają dwie rzeczy. Po pierwsze wpływamy sami na rzeczywistość, po drugie otrzymujemy automatycznie wskazówki, jak sobie z nią poradzić. Można używać każdego systemu: Tarota, I-Ching, wahadełka, I-Ching, oneiromancji, wróżenia z fusów do kawy, kości, kart, ale wszystkie one poddają się jednej podstawowej zasadzie: rzeczywistość jest chwiejna i podlega zmianie. Wszystko przepływa od Yin do Yang i z powrotem. Nie ma wyroczni na całe życie, jak też nie ma przepowiedni, z którą nie można by sobie poradzić. Tarotowe Puchary same zostaną opróżnione, jeśli zostaną przepełnione, Miecze tkwiące sztywno złamią się pod wpływem siły, Różdżki spopielą się pod wpływem emanującej z nich energii, a Dyski powrócą do swojego matczynego łona po osiągnięciu swojego cyklu kumulacji.

Istotą wróżenia jest Sąd, dobrowolne poddanie się pod wyrok karmy. Jeśli sprowadza na nas nieszczęście, sami je sobie przygotowaliśmy. Jeśli zaś szczęście, musieliśmy sami na nie zapracować. Parafrazując Tao-Te-Ching, jeśli nie całkiem będziecie w to wierzyć, zagubicie całkowicie wiarę w sens dywinacji. Sprawiedliwość jest ślepa lecz jeśli miałaby otworzyć oczy, jej istnienie straciłoby całkowicie swój sens. Nie można odwoływać się do bezstronnego sądu nie będąc przygotowanym na każde, możliwe rozstrzygnięcie. Ważenie życia na szali ma sens jedynie wtedy, jeśli pozostajemy w świadomości, że ciemność równo miesza się z jasnością. Wróżenie jest zaś odwoływaniem się do sił, które z natury są ślepe i przypominają nam o tym, że każda Wolność będzie się kiedyś musiała poddać pod Osąd.

Przede wszystkim jednak wróżenie powinno być dla każdego maga ważne jako element szkolenia świadomości swoich własnych ograniczeń, cierpliwości i pokory. Każda chwila dana jest nam zawsze na dokonanie zmiany lub gładkim poddaniu się jej z pełną świadomością...


Thursday, 27 December 2007

Najbardziej odjechane odkrycia naukowe 2007



Niezła lista odkryć naukowych, które już niedługo mogą dokonać kolejnej rewolucji w naszym życiu, a przynajmniej mogą pomóc w ukształtowaniu nowego spojrzenia na świat.

Polecam za serwisem LiveScience.com zwracając jednocześnie uwagę, że większość z nich to badania biologiczne, genetyczne lub ekologiczne. Epoka fizyki, związana z rozbiciem atomu zdaje się dobiegać końca. Nadchodzą czasy pogłębiania naszej wiedzy o możliwościach fizycznych form, w których mieszkamy.

Duszki wielkich gwiazd



Zawsze niezwykle mnie ciekawiły opakowania duchowe twórczych osobistości, którym przytrafiło się urodzenie na tej skromnej planecie. Jak można zauważyć, wszystkie jednostki, które odnaleźć możemy w strategicznych punktach historii ludzkości były zawsze wdzięcznymi naczyniami dla najprzeróżniejszych idei, religii lub osobistych demonów.

Każdy przecież musi z czegoś czerpać siłę do życia po zaspokojeniu swoich pierwotnych instynktów. Każdy przecież musi odnaleźć sens swojego życia czy mu się to podoba czy nie. Piszę to z lekką ironia, gdyż daleki jestem od gnostyckiego wyznania wiary w pierwszeństwo pierwiastka duchowego w człowieku. Pachnie mi to słodką trawą utonięcia w ontologii, ale nie mogę zaprzeczyć, że popęd ten jest znacznie silniejszy niż bylibyśmy w najsłodszych snach przypuszczać.

Dlaczegóż bowiem Adolf Hitler wstąpił do Stowarzyszenia Thule? Dlaczego Heinrich Himmler stworzył specjalną brygadę do puszukiwania Świętego Graala? Dlaczego generał George Patton wierzył, że jest inkarnacją Aleksandra Wielkiego i innych wielkich przywódców? Czemu Timothy Leary otrzymywał przekazy od kosmitów, a Philip K. Dick cybergnostyczne przekazy dzięki różowemu promieniowi z telwizora? W końcu zaś czemu Oliver Stone został scjentologiem, a Madonna wstąpiła do Centrum Szkoleniowego Kabały? Ta lista mogłaby być oczywiście znacznie dłuższa...

Czemu to jednak piszę? Ostatnio zaczął mnie szczególnie zastanawiać przypadek Davida Lyncha - wdzięcznego praktykanta Medytacji Transcendentalnej (TM), ruchu założonego pod koniec lat '50 przez Maharishiego Mahesha Yogiego, który nazwę bierze sobie od jednej ze swoich podstawowych technik medytacyjnych, prostego ćwiczenia jogicznego. Być może chciałbym go teraz przeanalizować, ponieważ przestał być dla mnie już dawno reżyserem oryginalnym i wyjątkowym, a być może dlatego, że los tak chciał, iż trafił na widelec :)

David Lynch założył dwa lata temu specjalną fundację, poświęconą rozwijaniu edukacji dzieci poprzez praktykowanie TM i z wielkim wdziękiem rozpoczął misję nawracania świata. Na swoich pierwszych wiernych wybrał dzieci, istoty ze wszech stron nie mogące mieć rozeznania w duchowym markecie społeczeństwa informacyjnego, w którym każdy mem trzeba zbadać ze wszystkich stron i poddać próbie ognia i wody, zanim podejmie się decyzję o wpuszczeniu go do Świątyni.

Jak podał brytyjski dziennik Telegraph pod koniec października tego roku:

Cult film director David Lynch has launched a campaign to promote meditation in British schools.

Lynch, who made Blue Velvet and Mulholland Drive plus the TV series Twin Peaks, advocates transcendental meditation (TM) as an antidote to violence, suicide and illegal drug-taking.

He has been practising TM for more than 30 years and has persuaded 20,000 pupils in the US to do two 20-minute sessions every day.
advertisement

The US director believes meditation can bring peace to the world. His David Lynch Foundation for Consciousness-Based Education provides scholarships to children who want to learn the technique.


No i mamy pytanie, co z tego dalej wyniknie, gdyż David Lynch zaatakował kilka dni temu ze swoim przesłaniem Australię za pośrednictwem Jasona Donovana, który jest teraz jednym z apostołów jego fundacji. Przypatruję się podobnym przypadkom bardzo uważnie, gdyż rzeczywistość, w której gwiazdy show businessu rozpowszechniają sekciarskie memy, a w powietrzu rozpyla się substancję X pachnie mi cyberpunkiem, który bardzo lubię. Pokazuje to, że przyszłośc już tu jest, jak też też fakt iż duchowość zredukowała się do absurdów, a religia dzięki mediom i mistrzom ich wykorzystywania nabrała jeszcze większej siły. Rzuciłbym Islam jako doskonały przykład, ale niech ta dygresja zostanie tylko zapowiedzią innego wpisu.

Do czego jednak zmierzam? Jak wiemy, każdy ruch religijny zaczyna od małej grupy wyznawców, prostych wskazań/przykazań i jednego podstawowego rytuału. Z kolejnymi wiekami dochodzą kolejne rytuały, wskazania zamieniają się w dogmaty, a po pierwotnej czystości i misji przemiany świata nie zostaje ani ślad. Nad twórczym duchem zaskorupia się Egregor, który spontaniczność zamienia w strukturę i zanim się obejrzymy panie i panowie, jesteśmy w dupie! Intuicja mi mówi, że wszelkiej zorganizowanej religijności unikać należy, jak zarazy, ale czy z drugiej strony możemy pozostać wolni od każdej cząstki naszego życia, w której stykaliśmy się z wieloma mentalnymi chorobami stetryczałego społeczeństwa? Czy należy unikać wirusa czy też połykać go pracując jednocześnie nad antyciałami? To pytanie chciałbym pozostawić otwarte...

Wszyscy pewnie wiedzą kim jest David Lynch. Dla tych jednak, którzy nie pamiętają kim jest Jason Donovan, mam małe przypomnienie...





: , , , ,

Sunday, 23 December 2007

I po Zimowym Przesileniu!



W tym roku Zimowe Przesilenie wypadło wczoraj rano (choć punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :D). W związku z tym życzę wszystkim szczęśliwego zaczęcia Okresu Wzrostu i jego szczęśliwego zakończenia... Niech moce chaosu mają Was w opiece!



Wednesday, 19 December 2007

I Język (Wieża - XVI)



Londyn to współczesna Wieża Babel, przy czym ciekawe są w tym symbolu szczególnie korespondencje pochodzące z Tarota. Crowley w "The Book Of Thoth" wiąże tą kartę z Okiem Sziwy, które spopiela wszechświat po każdym Eonie, żeby przygotować miejsce na nadejście nowego. Oczywiście, każdy z tarotowych obrazów można rozumieć na wielu poziomach i w tym wypadku przez obraz Wieży chciałbym się odnieść do upadku i destrukcji społeczeństwa jako takiego lub też przypomnieć słynne trzy przypuszczenia Jeana Baudrillarda, które na temat społeczeństwa wysunął w swoich postmodernistycznych rozważaniach.

W Londynie język zostaje de facto rozbity w proch. Staje się codziennym tańcem dialektów, idiolektów i pomyłek językowych, w których można dostrzec jeden wszechmożny problem - brak poprawnej komunikacji. Z drugiej strony zewsząd czuje się głębokie pragnienie na przezwyciężenie tej podstawowej trudności, najstarszej bariery, dzielącej ludzi na całym świecie. Ten dziwny paradoks wypełnia londyńskie powietrze, jak narkotyk - staje się chaotycznym, kapryśnym egregorem. Jako demon ma on też wielu nieświadomych wyznawców.

Istnieje jednak wiele bram do wspólnego porozumienia. Okazuje się, że jednym z najlepszych gruntów, które pozwalają na jego zaistnienie, jest handel. Sklep jest miejscem, w którym wypełnić można podstawową potrzebę czyli zaspokoić głód. Trzeba tam kiedyś kupić chleb, piwo i bataty. Na poziomie jedzenia zachodzi więc naturalna i podstawowa transformacja społeczna. Wychodzi się ze swojej językowej skóry i wkracza do sfery, gdzie kultura narodowa lub etniczna przeradza się w kulturę globalną.

Można powiedzieć, że supermarket, w którym kręcą się przedstawiciele wszystkich możliwych kultur w poszukiwaniu warzyw na obiad, jest tu kolejną, dobrą metaforą.

Robiąc dygresję, warto też przypomnieć, że wiele osad na terenie dzisiejszego Pomorza, było wielokulturowymi osadami handlowymi. Uczciwy handel zbliża ludzi, szczególnie jeśli stoi za nim coś znacznie więcej niż zysk. Oczywiście wątek ten wiele razy przewinął się już w klasycznych rozważaniach antropologicznych i nie będę go tutaj rozwijał.

Ważniejszy jest dla mnie wniosek, że wszystkie kultury MUSZĄ wchodzić ze sobą w konwersację, która wprawdzie może prowadzić zarówno do wzmożonego zaufania, jak też do jego braku (albo do obydwóch naraz!), ale trzeba zrozumieć, że językowy szum należy wykorzystywać do wykształcania u siebie naturalnej uważności. Wyznawcy kultu Świętego Chaosu w jego najróżniejszych wcieleniach muszą używać tego szumu jako przedmiotu wstępu do wiecznej medytacji. Oczywiście pytanie brzmi, co jeśli akurat nie mamy do czynienia z jego wyznawcą?

Wtedy można udzielić np. takiej odpowiedzi. Jeśli podstawowym gruntem dla kultury wieloetnicznej jest możliwość wzajemnego poznania się gruncie wspólnych interesów, które mogą przekształcić się w więzy przyjaźni, jednostkę nie wierzącą w świętość chaosu należy zapoznać ze świadomym stosowaniem tego, z czym od zawsze ma do czynienia kilka razy w tygodniu!

Magia jest w każdym kroku...

Monday, 17 December 2007

Zatruta Strzała czyli kolejny dubstepowy hit!



Napisałem ostatnio kolejny tekst o londyńskim dubstepie do "Cooltury", gdzie wytykam m.in. szybką komercjalizację tego nurtu, a tymczasem wychodzi na światło dzienne kolejny, wielki tune. Tym razem wydał go sam label Ninja Tune na 12'' Ep-ce. Jego autorem jest Kevin Martin aka The Bug, doskonale znany koneserom industrialu i eksperymentalnej elektroniki z zespołów God, Ice i projektu Techno Animal, a wokalnie udziela się na nim Warrior Queen. Kawałek doczekał się doskonałego klipu.




Wednesday, 12 December 2007

Wyjebany przez rodaków, przecież to klasyka!



Po okresie rozliczeniowym za moją listopadową pracę dla polonijnego pisma LAIF, choć termin szmata byłby lepszym określeniem, wyszło szydło z worka i zostałem wyjebany na ponad połowę należnej mi wypłaty. Odpowiedzialna jest za to firma Fortis Media UK, której wypowiedziałem oficjalną wojnę. Od tej pory między nimi, a mną pozostanie tylko spalona ziemia. Niech firmę tą dotkną wszystkie możliwe plagi finansowe, a jej opinia zostanie doszczętnie zrujnowana. Niech mieszkanie i dobytek redaktora naczelnego, Jaromira Rutkowskiego, stanie w płomieniach, a jego potomkowie do siódmego pokolenia niech chorują na wodogłowie i raka odbytnicy.

Jeśli ktoś byłby zainteresowany rozjebaniem im wszystkich stron internetowych (serwer jest skrajnie nieudolnie zabezpieczony), to polecam jego skanowanie.