Wednesday, 7 March 2007

Hiperreplikacja Jeana Baudrillarda




Jean Baudrillard

(20. VI 1929 - 06. III 2007)


Jak doniósł dzisiejszego wieczora francuski serwis Cyberpresse, z tego świata odszedł Jean Baudrillard - jeden z najwybitniejszych współczesnych socjologów kultury, fundament filozofii postmodernistycznej, wytrwały badacz popkultury, semiotyk i eseista.

Nie da się przecenić jego wpływu na rozwój teorii neomarksistowskich, badań nad kulturą współczesną, a także popularyzacji idei kontrkulturowych, wśród których prym wiodła teoria hiperrzeczywistości, przejęta od sytuacjonistów. Teorie te znalazły swój wyraz w łabędzim śpiewie dojrzałego postmodernizmu, książce Simulacres et simulation, która ukazywała w jaki sposób kultura kreuje nowy wymiar ponad zmysłowego odrealnienia, niezależny od tradycyjnych pojęć ontologicznego oglądu rzeczywistości. Tematowi temu poświęcił także wiele krótkich tekstów tj. Simulacra and Simulations.

Pomimo tego, że pod koniec życia wyrażał w wywiadach raczej negatywny i nihilistyczny stosunek wobec rzeczywistości tj. w przypadku wywiadu udzielonego niemieckiej gazecie Der Spiegel, jednak wciąż zajadle krytykował stan współczesnej kultury, a szczególnie bezmyślne działania polityczne, w tym amerykańskie dążenie do hegemonii. Z drugiej strony trzeba szczerze i uczciwie przyznać, że tak samo jak cała formacja postmodernistyczna, od samego początku nie próbował tworzyć żadnej recepty, ani wskazywać rozwiązania na promowany przez siebie kryzys kultury współczesnej. Do historii nie przejdzie zatem jako rewolucjonista, ale jako dobry pisarz z wyobraźnią... który jak każdy artysta słowa, rzadko jest w stanie skonfrontować się z brutalną rzeczywistością.

Osobiście życzymy mu powodzenia w dalszej replikacji i szczęścia w podróży poprzez jeszcze bardziej hiperrzeczywistą niż jego simulacrum, krainę Bar-do.

Przy okazji polecam najlepszy bodajże tekst na temat kontekstów życia i postmodernistycznych teorii Baudrillarda autorstwa Dariusza Misiuny, który ukazał się w legendarnym piśmie PLASTIK.

Ciekawostka! Przy okazji śmierci Baudrillarda sieć kolejny raz pokazała swój pazur. Jak pisze Village Voice, aktywiści Wikipedii szybciej zdążyli zanotować tą wiadomość, niż słynące ze swojej szybkości, amerykańskie media!


Saturday, 3 March 2007

X numer pisma [fo:pa] już w sprzedaży!



Chopin gdyby żył dalej jadłby gówno, tak więc cieszcie się i rozkoszujcie, gdyż i tak nie przeszkodziłby wam w przeczytaniu nowego numeru pisma [fo:pa], poświęconego dragom, narkotykom, środkom psychoaktywnym, psychedelicznym, psychomimetycznym, enteogennym, psychotropowym, psychodyspleptycznym czy jak zwie to aparat represji: odurzającym. W numerze wiele ciekawych artykułów oraz porad osobistych na zadany temat. Macie jedną z niewielu okazji, żeby kupić pismo, które w całości jest poświęcone temu pięknemu tematowi, tak bardzo nielubianemu przez mainstreamowe media.


Wierzę, że środki psychedeliczne zapewniają szansę, choć być może niewielką, aby homo faber - przebiegły, bezwzględny, szaleńczy, chciwy na przyjemności twórca narzędzi, stał się inną istotą, której obecność tak łatwowiernie założyliśmy, homo sapiens –
istotą mądrą, rozumiejącą, współczującą, która podzielona na czworo: wizjonerską sztukę, politykę, naukę i religię, ponownie stanie się jednością. Z pewnością powinniśmy skorzystać z tej szansy.

– Humphrey Osmond, A Review of the Clinical Effects of Psychotomimetic Agents –








Friday, 2 March 2007

"Polonisty pan nie przegada"



Śledząc na bieżąco wydarzenia w Dolinie Rospudy odnoszę wrażenie, że w całej sprawie mamy do czynienia nie tyle z konfliktem interesów, co z głębokim konfliktem postaw. Przyczyną braku konsensusu jest w tym przypadku brak umiejętności komunikowania się na podstawowym poziomie, brak zrozumienia dla wzajemnych racji, a także odwoływanie się do argumentów poza merytorycznych. Na meta poziomie chodzi tu w istocie o konflikt paradygmatyczny, który nie może być zredukowany do antagonistycznych interesów, ale musi być osadzony w kontekście charakterystycznej dla naszych czasów polifonii światopoglądowej. Jeśli osadzić nasze rozważania w ramach Teorii Ośmiu Obwodów Neurologicznych Leary'ego, to wyłania nam się idealny przykład walki pomiędzy nimi - w istocie wojny syntaktycznej, która pokazuje, jak bardzo niespójny jest kształt każdego społeczeństwa, którego pozorna jedność może być podtrzymywana jedynie przez gesty, symbolikę i wzajemnie ze sobą współpracujące platformy medialne.

Po jednej stronie tego konfliktu mamy mieszkańców Augustowa, którzy reprezentują nastroje pełne napięcia, strachu, gniewu, histerii (Obwód I i II) i kompletną nieznajomość reguł działania współczesnej kultury, szczególnie zasad działania mediów. Po drugiej zaś ekologów, którzy reprezentują zwarte spektrum światopoglądowe, sięgające od dyskursu racjonalnego (Obwód III) po argumenty głębokiej ekologii, wchodzącej w skład Obdwodu IV i V, a ponadto wychowani są w kulturze pełnej mediów, których językiem doskonale potrafią się posługiwać. Trzecią stronę stanowią tu same media jako tertium quid, co znowu w fantastyczny sposób odsyła nas do historii ruchów heretyckich. Widzieć media jako przedłużenie herezji religijnych wydaje mi się niezwykle fascynującą wizją...





Odwołanie do religii jako kultu ikony (zarówno w sensualnym, jak i symbolicznym sensie) jest zresztą doskonale widoczne w całej sprawie. Polacy nie byliby sobą gdyby w pewnym momencie nie wzięli do ręki krzyży, zniczy i nie odwołali się do nauk kościoła (oczywiście jedynego słusznego, bo katolickiego - co jak wiemy oznacza powszechny i uniwersalny). "Won wredni heretycy!" już chcieliby powiedzieć do zakochanych w przyrodzie (a więc przejawiających pogański sentyment) ekologów z Greenpeace, jednak decydują się w tym krytycznym momencie na odśpiewanie "Roty", tak więc wykonują rytuał wzmacniania więzi społecznej. Niestety przez anachroniczność gestu i brak wiedzy na temat teorii Marshalla McLuhana, który twierdził, iż telewizja jest w istocie rodzajem rzeźby medialnej - przedłużeniem zmysłu dotyku, wychodzą tragikomicznie. Mniej więcej jak Król Edyp z twarzą wciśniętą w świeżą pizzę.





My tu gadu-gadu, a na łamach Taraki Mirosław Miniszewski opublikował tymczasem kolejny tekst, w którym próbuje dać prawdziwe oblicze konfliktu w sercu Podlasia XXI wieku. Pomimo tego, że rzadko traktuję jego teksty na poważnie, hasło "Podlasie XXI wieku" nieuchronnie przypomniało mi o jednej z największych gwiazd polskiej popkultury ostatniej dekady, która dzielnie przybyła do Doliny Rospudy, żeby nic złego "się nie stało się" :)




Sunday, 25 February 2007

Jak zostałem morsem :)



Są takie chwile w życiu każdego człowieka, w których umysł domaga się przekroczenia własnych ograniczeń i jednocześnie ograniczeń jego głównego towarzysza - ciała. Momenty te są często rozpoznawane i charakteryzowane poprzez kryzys osobowości, jaki zostaje wygenerowany przez podświadomość w celu rozpoznania tej sytuacji przez jednostkę jako potencjalnie transgresyjnej, mogącej wzmocnić w nim wolę, przynieść nową wizję własnych możliwości i określić jego moc.

Ostatnio borykam się z poważną zmianą, jaka zachodzi w moim życiu na skutek zakończenia związku z moją dziewczyną, tak więc pozostaje wyjątkowo wyczulony na głosy dochodzące z wnętrza podświadomości. Te zaś nieustannie wołają o rekonstytucję osobowości próbując mnie ciągnąć w doświadczenia, które są mi wyjątkowo bliskie - wydarzenia o magicznej naturze, pozwalające na objawianie się w życiu pierwotnego pierwiastka szamańskiego. Zwykle pojawiają się też wtedy dziwne synchroniczności, jakie znamionują te wyjątkowe chwile, kiedy wszystko jest możliwe.

Od mniej więcej dwóch tygodni byłem namawiany przez mojego dobrego znajomego, Krzysia do kąpieli w lodowatym morzu. Mieszkam na Wybrzeżu, a ruch morsów jest tu wyjątkowo silny przyciągając wielu entuzjastów ekstremalnych doświadczeń. Krzysiu sam uprawia takie kąpiele od pięciu lat, tak więc dokładnie zna przebieg całego procesu, który obrazowo mi przedstawił. W sumie nie trzeba mnie było mocno zachęcać jako, że tego typu praktyki bardzo kojarzą mi się z doświadczeniami inicjacyjnymi szamanów z plemienia Inuitów, a wszyscy szamani są mi osobiście bardzo bliscy. Ponadto uczestniczyłem swego czasu w warsztatach neoszamańskich organizowanych przez Wojtka Jóźwiaka, które odbyły się w lutym 2001 w Rzepniku, gdzie do najciekawszych praktyk należało chodzenie po rozżarzonych węglach, które dało mi niezwykłą dawkę energii. Wizja wejścia do lodowatego morza miała więc dla mnie podobny charakter, tyle tylko że opierało się na przeciwstawnym biegunie, związanym z antagonistycznym żywiołem.

Kąpiel w zimnym morzu przy niskiej temperaturze powietrza ma w sobie w istocie coś szamańskiego. Najpierw przekonujesz umysł, że możesz tego naprawdę dokonać, następnie po prostu wbiegasz i nie masz odwrotu. Dzisiejszy dzień nie należał do najzimniejszych, temperatura wody miała około 3 stopni, a powietrza około 5. Najpierw zrobiliśmy sobie rozgrzeweczkę biegnąc wzdłuż mola w Jelitkowie, a potem po prostu przebraliśmy się w budce morsów, by wesoło wskoczyć do lodowatej wody.

Doświadczenie było niezwykłe i bardzo charakterystyczne. Zimno gnębi umysł najpierw przez kilka sekund, które upływają w momencie, kiedy wskoczy się do wody. Przez kilkanaście sekund nie czuje się nic. W momencie odwrotu w stronę brzegu nadchodzi pierwsza fala zimna, wywołanego szokiem organizmu, która sprawia, że ciało robi się czerwone, a człowiek czuje wszędzie wbijające się szpilki zimna. Potem, gdy skacze się próbując skorzystać z tej fali energii przebierając nogami, wszystko sztywnieje, a krew zdaje się nie napływać do nóg. Potem zimno wsiąka w ciało obierając sobie za siedzibę nasze wnętrze, gdzie już zostaje rozgrzewając nas od środka. Energia po tym doświadczeniu zostaje na cały dzień i ma się ochotę powtórzyć to jeszcze raz. Sam wyleczyłem się dzisiaj z grypy, być może oswoiłem także jedną z moich najgorszych fobii - zimno.


Sztuka dla ulicy, ulica dla sztuki

20 października 2006 International Herald Tribune doniosła o: dziwnych, zdumiewających plakatach na ścianach i rogach ulic Paryża. Plakaty, ukazujące twarze zastygłe w najróżniejszych grymasach były dziełem dwudziesto pięcio letniego artysty o xywce JR, który pracując wspólnie z dokumentarzystą Ladj Ly postanowił zareagować w ten sposób na świeże jeszcze rozruchy imigrantów na biednych przedmieściach Paryża. Jako, że imigranci dostali się wtedy z miejsca na "widelec" francuskich mediów, kolejny raz został rozpropagowany stereotyp "dzikich i nieprzewidywalnych mieszkańców ghetta". Poprzez swój projekt JR i Ladj Ly skonfrontowali go jednak z rzeczywistością, w której zepchnięte na margines życia społecznego i sterroryzowane przez dozór policyjny społeczności, zostały skazane na odegranie jedynej możliwej roli... bezradnej obrony, polegającej na robieniu min, wołaniu o zrozumienie.

Z całej akcji został sporządzony krótki film dokumentalny pt. 28 milimetrów, który możecie sobie obejrzeć dzięki wszechobecnemu serwisowi YouTube. Jest to jeden z najlepszych filmów, poruszających tematykę problemów etnicznych i stereotypów kulturowych, które zdarzyło mi się ostatnio widzieć.




Thursday, 22 February 2007

Wszyscy noszą maski, teraz możesz wybrać swoją ulubioną



Jeśli nigdy nie utożsamiałeś się z żadną ze społecznych masek, jeśli zawsze kryła się w tobie żądza wyskoczenie do miasta w czymś zajebiście odlotowym, wreszcie możesz wybrać swoje prawdziwe oblicze dzięki Eat Cake And Worship Satan. W tej linii produktów magia łączy kolejny raz siły z popkulturą, by dać wam coś, czego raczej nie możecie spodziewać się na Gwiazdkę :)