Thursday, 4 March 2010

Grupowa ekstaza informacyjna!

Wiedziony chęcią obczajenia nowych trendów internetowych przeczytałem sobie świeży raport (01/03/2010) Pew Internet & American Life Project pt. "Understanding The Participatory News Consumer", który daje nam wgląd w sposoby odbioru wiadomości w Internecie na wybranej grupie Amerykanow.

Wniosków z raportu nasuwa sie kilka, ale jako jeden z ważniejszych atakuje nas teza, iż "wiadomości służą wspólnemu komentowaniu i bawieniu sie nimi w gronie przyjaciół". Tak bowiem właśnie stwierdziło 72% badanych! Co bardziej znaczące, 75% badanych przyswaja dzienną porcje wiadomości poprzez serwisy społecznościowe, z których najważniejszy jest Facebook.

Wiadomości tam się pojawiające to głównie linki do innych stron, odsylajace do wideo, tekstów lub plików .mp3 - mamy tu więc przykład tego, co Mark Pesce nazwał kiedyś bardzo trafnie hiperdystrybucja, filtrowaniem contentu przez samych użytkowników, co oznacza także "śmierć gatekeepera".

Wchodzac na wyższy poziom, nieuchronnie jesteśmy ciagnieci w kierunku myśli, że wiadomości przestają byc treścią przyswajana samotnie podczas konsumpcji śniadania, a stają sie przedmiotem i jednocześnie polem interakcji społecznej. Psychologiczny model introwertyczny obcowania z medium tj. gazeta ustępuje modelowi ekstrawertycznemu, do którego przygotowała jednostkę już telewizja (oglądanie z rodzina). Pomimo znajdowania sie wciąż na czele, telewizja także jednak musi oddać w komcu pole internetowi, gdyż nie posiada opcji interaktywnosci, a co najważniejsze, nie może być personalizowana w celu maksymalizacji doświadczenia.

Taki stan rzeczy oznacza rowniez, ze przestaje obowiązywać zasada dystrybucji góra-dół, która była kamieniem wegielnym rozwoju i bogacenia się koncernów medialnych, jako że skoszona zostaje w procesie dezintermediacji (odposredniczenia) część łańcucha, odpowiedzialna za tłumaczenie świata. Użytkownik jest juz w stanie sam uczestniczyć w komunikacji ze swoim ukochanym idolem, brandem, zjawiskiem czy też dziełem sztuki mając do niego bezpośredni dostęp 24/7.

I wreszcie siła generowanego na żywo feedbacku wymusza na tworcach contentu, np. dziennikarzach, poprawę standardu operowania informacja lub też bezpośrednią współpracę w tworzeniu tekstu - który staje sie także nośnikiem nastrojów społecznych, organizujących wokół niego swoj własny, silny dialog. To schemat wielokierunkowy, zmienny w czasie, podatny na dyskusje i poprawki, nieuchronnie dążący w stronę technologii społecznej Open Source.

Witamy w Erze Przemiany, która została zasygnalizowana przez Wielka Recesje, a zostanie ugruntowana poprzez upadek Imperatorow i wzrost Plemion!

7 comments:

mollloy said...

Ja w ramach hiperdystrybucji pyknę linka http://www.youtube.com/watch?v=N8F5YSA1Oz0.
Po wspólnym obejrzeniu z rodziną i próbach obgadania w gronie przyjaciół, okazało sie że główny wątek zaczyna nam spierdalać donikąd... ten klip podobno należy do najczęściej rozsyłanych i obgadywanych w necie, pola do interakcji społecznej są tu hektary :)

Conradino Beb said...

No to pojechałeś, stary :)
Jak już ich NME zrównał z asfaltem, to ja nic nie będę dodawał... nie wytrzymałem do końca klipu szczerze mowiac :D Chyba wrócę do Youth Of Today, jak będę sie chciał konfrontowac z "wynaturzeniami" kultury współczesnej.

Nic dziwnego, że wam główny wątek spierdolil, mi by się też wysunął spod dupy!

Anonymous said...

Nie sadze, zeby media nie-interaktywne oddaly pola mediom interaktywnym. Interaktywnosc prowadzi do nudy, bo jest przedluzeniem ja (to ja wybieram, co chce obejrzec lub przeczytac, a ze wybieram ja, to wybieram zawsze to samo). z kolei dzieki mediom nieinteraktywnym dajesz sie zaskoczyc i dzieki temu wybic z kolein przywyczajen. I to jest fajne w kinie, w ksiazce itd./Kabum

mollloy said...

heh, to nie ja pojechałem tylko oni:) zastanawiałem się ile procent spoza wybranej przez Pew Internet & American Life Project grupy rozprowadza pomiędzy sobą na facebookach podobne shity. Z moich obserwacji otoczenia wynika że dobrym tematem do "wspólnego komentowania i bawienia się w gronie przyjaciół" bywa to co przeczytane zostało wcześniej na pudelkach etc. Jak społeczeństwo ogłupiało sie przez TV tak teraz idiocieje internetowo.

A przy okazji tego że wspomniałes o Youth Of Today do którego ja tez chętnie wracam, przypomniało mi sie cos dzieki czemu nabrało znaczenia Twoje zdanie o konfrontowaniu z "wynaturzeniami" kultury współczesnej :-))

http://img186.imageshack.us/img186/652/img0148xz.jpg

Enjoy and be inspired!

Conradino Beb said...

Kurwa, wyjebalem taki piekny komentarz i jebany iPhone go pożarł!

Conradino Beb said...

malloy: Nie mogę tego linka sobie teraz przekleic, jutro obczaje. Jak mi wpadło do głowy Youth Of Today, to akurat myślałem o pewnym głupim wideoklipie, w którym członkowie tej wybitnej grupy zajezdzaja chłopca, jedzacego hamburgera :))) Chodzilo mi o przegiecia SXE, a dla mnie to bardzo humorystyczne.

Jeśli chodzi o oglupianie się internetem, to jest jak z kwasem, połowa głupieje, a druga połowa odkrywa głębszy sens...

Conradino Beb said...

Kabum: Powtarzam swoją odpowiedz :) Media interaktywne są polem fuzji, podczas gdy media nie-interaktywne są polem manipulacji (nawet jeśli w tym twierdzeniu ukrywa sie jakaś moja niechęć do mediów hierarchicznych). Wybór zawsze kształtuje się w oparciu o osobiste preferencje, ale telewizja nie jest oparta na dawaniu żadnych wyborów, a jedynie na rozsylaniu spreparowanych komunikatów.

To jednak nie istotne. Co wydaje mi się ważne, to że samo postrzeganie kina/TV przez nasze i młodsze pokolenie wskazuje na zmianę podstawowego stosunku do mediów jako takich. O ile np. moja matka potrafi używać internetu, nie traktuje go jako źródła wyborów, ale jako alternatywę. Młodsze pokolenie odkrylo pilota i pamiętny "zapping", po czym okazało się, że zdecentralizowalo źródło władzy gatekeepera - reklamodawcy wpadli w paranoję!

Nasze pokolenie nie tylko obywa się bez TV, ale traktuje Internet jako jej źródło - jeśli czegoś nie ma w Internecie, to znaczy że nie istnieje :) Jestesmy przyzwyczajeni do konwergencji mediów, tak więc oczekujemy władzy absolutnej nad swoimi wyborami, a także interakcji i feedbacku, który pozwala nam kreowanie "ekstazy komunikacyjnej". My odpadamy i się dostrajamy do konkretnej niszy, podczas gdy telewizja próbowała dostroic nas... tak to widzę.