Wednesday, 22 April 2009

Wojna sie skończyła...



Przychodzi taki moment w życiu, że trzeba sobie w życiu wyznaczyć priorytety. Ten blog już od jakiegoś czasu pobrzmiewal cisza i tymczasowe zrywy nie zmienia sprawy zasadniczej, faktu że nie chce mi się go już kontynuować w takiej formie, jaka była kultywowana od jego początku.

Z jednej strony nie chce mi sie go zamykać, ale z drugiej strony nie chce mi sie go kontynuować. Co tu zrobić? Do dziennikarstwa już nie wrócę, bieżące wydarzenia przestały mnie kompletnie interesować i znudziła mnie też eseistyka.

Pozostaje mi oczywiscie moja xiazka, ktorej drugi rozdział powoli kończę (ale tempo mam relaksacyjne). Życie przy tym pędzi strasznie do przodu, choć z drugiej strony coraz mniej mnie obchodzi linia czasu. Bardziej interesuje mnie teraz odwiedzanie ciekawych miejsc w Europie, kolekcjonowanie winyli i oglądanie wcześniej nie widzianych filmów, co zawzięcie robię. Muszę też oczywiście poświęcać czas swojej dziewczynie i pilnować biznesu.

Przypuszczam, że najlepiej byłoby zmienić nazwę tego bloga lub po prostu otworzyć nowego, bo za dużo tu wisi pewnych ciężarów, zbyt dla mnie znaczacych. W tym nowym blogu mógłbym sobie stukac o tym, czego słucham, co czytam i oglądam, a wojnę porzucić na zawsze.

Nie powiem, rozleniwilem się, ale przyjemne to lenistwo, które pozwala człowiekowi prawdziwie wypoczywać. Pozdrawiam więc tymczasem czytając kolejny zeszyt "Topolino" :)


Thursday, 19 February 2009

Udało się...



Pomimo ciążącej nade mną klątwy chaosu (która w zasadzie jeszcze sie nie skończyła, bo DVD player kupowałem już drugi raz i dalej nie działa), udało mi sie ukończyć pierwszy rozdział mojej powieści, która chciałbym napisać do końca tego roku. Będę teraz miał czas na pisanie innych rzeczy, więc spodziewajcie sie różnych wystrzalow w przestrzeni wirtualnej i poza nią...


Wednesday, 11 February 2009

Krotki film o chaosie



Kilka dni temu w moim domu na Windsor Road doszło do małego wypadku. O godzinie 16 koleś roznoszacy ulotki zauważył lejaca się przez drzwi wejściowe wodę. Natychmiast wezwał policję, która wezwała z kolei straż pożarna. Brygada nie mogąc znaleźć nikogo, kto mógłby otworzyć im drzwi, wywazyla je i wylamala także zamek do studio flat na pierwszym pietrze, gdzie pękła rura odprowadzajaca wodę z prysznica. Wyciek szybko został zatamowany, a nad rura znalazłem po przyjściu dwie godziny pozniej napis "leak joint".

Oczywiście dom przestał się nadawać do użytku, tak więc razem z moja dziewczyna obejrzelismy następnego dnia całkiem ładne studio flat na tajemniczej ulicy Brownswood Road, numer 23... Już wtedy podejrzewalem, że ta historia tak gładko się nie skończy.

Wyprowadzki dokonaliśmy szybko lądując graty na VW T4, ktory na szczęście był do dyspozycji. Ile się tego uzbieralo, nawet ja byłem w szoku. Gdy spędziliśmy w nowym mieszkaniu pierwsza noc, stwierdziliśmy że był to dobry wybór lokalizacji, przestrzeni za rozsądna cene. Po dwóch dniach z bojlera od centralnego ogrzewania zaczęła cieknac woda. Mały, na pozór niegroźny wyciek szybko stał się poważny i doprowadzał nas do białej gorączki.

W nocy dnia następnego doszło jednak do kolejnej usterki. Gdy obudzilismy się rano, oczom naszym ukazał się zalany do połowy dywan, a źródła nie udało się zlokalizować. Miałem wtedy dzień wolny, więc po tym, jak poinformowałem naszego landlorda, zająłem się natychmiast osuszaniem mieszkania. Niestety, po dwóch godzinach walki stwierdziłem, ze i tak nie uda mi się tego zrobić za szybko. Siadlem więc sobie do pisania xiazki, której pierwszy rozdział miałem zamiar właśnie skończyć. Gdy z powrotem zacząłem osuszac mieszkanie zuzywajac do tego mnóstwo szmat, zatkal się prysznic, a mi pozostał tylko zamęt i wkurw przeokrutny!

Oto jak Bogini Eris wystawia na próbę swoich wyznawców!

Skutki tego chaosu usuwa dzisiaj hydraulik, więc mam nadzieję ze uda mi sie w końcu skupić na pisaniu zamiast walczyć z chaosem. Nikt jednak nie mówił, ze będzie łatwo.


Wednesday, 28 January 2009

Bill Hicks!

Bill Hicks, to nieżyjący już komik amerykański, uwieczniony na płycie Aenima zespołu Tool.

Urodzony w roku 1961, zaczął występować jako komik w wieku 13 lat i prędko zyskał uznanie w świecie dorosłych. Nie tylko dlatego, że był śmieszny, ale ponieważ jako jeden z nielicznych odważył się przeciwstawić oczekiwaniom masowego odbiorcy, traktującego komików jako źródło lekkostrawnej rozrywki. Mówił: Nie jestem jebaną szafą grającą i zamiast trywialnych dowcipów o płatkach śniadaniowych i lotniskach (patrz: Jerry Seinfeld, Jay Leno), serwował zaangażowany, bezkompromisowy i dla wielu trudny do przełknięcia komentarz do otaczających go realiów. Obalał stereotypy, wyszydzał ideologie, demaskował wszechobecną hipokryzję; brał na tapetę wszystkie możliwe świętości i tabu i rozcierał je w pył, pokazując, że nie w nich tkwi sens.

Czytaj dalej

Gorąco polecam jego One Night Stand, zarejestrowany w Old Vic Theatre, Chicago, 1991.







Friday, 23 January 2009

23 - psikus Eris czy wieczna zagadka?

Dzisiaj dopadł mnie ze względów oczywistych, psikus ulubionej liczby naszej pani Eris każąc w dwudziestym trzecim dniu wypatrywać ponownego przyjścia Szatana w płaszczu piekielnym, jak zostało to przepowiedziane w Uczciwej Księdze Prawdy.

Z tego powodu wy także musicie wiedzieć, co stać się może kiedyś dnia pewnego innego (lecz także dwudziestego trzeciego). Polecam artykuł w The Independent.

Dorzucam jeszcze pomoc naukową w postaci wideo. Enjoy responsibly and don't try this at home :)





Swoją zaś drogą przypominam pogańskie przysłowie kaszubskie, które mówi: "Kogo szatan rano wskaże, temu lachę ciągnąć każe!" Meeeeeeeeeeee!

W końcu jednak postanowiłem poszukać w YouTube tej zagadki i oto, co objawiło mi się na dwudziestej trzeciej stronie wyników wyszukiwania:
link. Nie ma przypadków, wideo zostało nawet wyłączone z zagnieżdżania na stronach.

Thursday, 22 January 2009

Mała zmiana estetyki



Mając chwilkę wolnego zmieniłem na szybko szablon mojego bloga dodając przy okazji kilka innych drobnostek. Mam nadzieję, że dzięki temu będzie się moje wypociny jeszcze przyjemniej czytało.

Saturday, 17 January 2009

Gdy rozum śpi, budzą się demony!



Siedzę sobie w pracy i nagle dostaję mejla od znajomego z linkiem do YouTube w środku. Wideo jest zabawne i pokazuje poznańskich anarchistów, protestujących przeciwko rzezi w Strefie Gazy na uroczystości wręczania tytułu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Uśmiałem się nieźle widząc tą przepychankę, a szczególnie słuchając komentarza naszych dziennikarzy:






Sprawa jest paląca, jak podają za obserwatorami ONZ prawie wszystkie serwisy informacyjne, około miliona ludzi zamieszkujących Strefę Gazy jest pozbawionych elektryczności, a około 750 tys. obywa się bez wody. Cała populacja wynosi około 1,5 mln. Na skutek obecnej ofensywy Izraela zginęło około 1,200 Palestyńczyków, w odwecie Hamas zabił zaś kilkunastu obywateli Izraela, głównie zawodowych żołnierzy. Działania wojenne na bieżąco komentuje Guardian

Mimo, że obecnie zanosi się na rozejm, na zaprzestanie konfliktu nie ma właściwie szans, gdyż z jednej strony politycy Izraela nie odpuszczą, trawieni faszystowską żądżą kontrolowania odruchów warunkowych swojego społeczeństwa. Podbudowani, wykorzystywaną na swoje potrzeby religijną ortodoksją, a także finansowym i politycznym wsparciem ze strony Stanów Zjednoczonych, nie spoczną póki nie zniszczą całego Bliskiego Wschodu.

Z drugiej strony palestyński Hamas także nie odpuści gdyż na swoich sztandarach wypisał już na samym początku całkowite zniszczenie państwa Izrael, a do tego wykluczył już właściwie z gry marionetkowy, jakby nie było, rząd palestyński przejmując kontrolę nad całym obszarem.

Siedząc nad tą całą zawieruchą, ponownie zacząłem się zastanawiać nad Islamem, który przez przeciętnego, szarego obywatela, jest utożsamiany z wymahującym kałasznikowem Arabem w arafatce. Cóż, Islam tak, jak i chrześcijaństwo, nigdy nie był i nie będzie jednorodny. W Palestynie rządzą skrajni sunnici, którzy od zawsze mieli tendencję do tłumaczenia i rozumienia wszystkiego dosłownie, a więc rozdzielania rozsądku i duchowości.

W tym miejscu chciałbym odwrócić waszą uwagę od medialnych relacji i zwrócić ją w stronę istniejącej nieprzerwanie od setek lat, fantastycznej wspólnoty szyickiej, zwanej Nizarytami (niektórym zabrzmi to znajomo). Wstępem do jej historii niech będzie artykuł Hakima Beya w MGV. Ich obecnym przywódcą jest Shah Karīm al-Hussaynī, znany jako Āgā Khān IV - 49 Imam izmailicki.

W przeciwieństwie do swoich dalekich, sunnickich krewnych, współcześni nizaryci nie straszą już swoich wrogów skrytobójstwami (jak w dalekiej przeszłości), a raczej pracują nad edukacją, opieką zdrowotną i ogólną infrastrukturą realizując podstawowe założenia swojej wiary i mistyki. Polecam odwiedziny Aga Khan Development Network i zapoznanie się z zupełnie inną twarzą Islamu przy okazji realizując cele edukacyjne :)

P.S. I jeszcze jedno, wojny religijne nigdy się nie skończą. Nie tylko dlatego, że wszechświatem rządzi Eris - bogini niezgody, ale z powodu credo, które wyznają wszyscy przywódcy tego świata, posiadający "w swoim magazynie" arsenał atomowy. Brzmi zaś ono: "To nie moja wina, to wina pingwina!"

Wednesday, 14 January 2009

Zestresowani???



Bardzo ciekawy wideoklip, portretujący bardzo ciekawe zjawisko, a raczej stan umysłu :)
Dziwię się tylko, że tak późno "to coś" do mnie dotarło... a może po prostu za mało czasu spędzam na YouTube. Chwała czasowi wolnemu od Internetu :)





Oczywiście pomocą posłuży nam jeszcze artykuł w Guardianie, który zdaje się nie łapać całego obrazu, ale media stale przecież zaciemniają rzeczywistość, więc same w końcu wpadają we własne sidła

Nie ma oczywiście, że boli. Jest i jasna strona tej małej prowokacji, która staje się czymś więcej niż komentarzem do tej całej akcji - jej rubasznym wujkiem, a jednocześnie głosem z dystansu...





choć, jak mówi mój znajomy, druga wersja bez oryginału nawet by nie zaistniała! Niech żyje więc internetowa rewolucja pod wodzą Che Wideo :)))