Tuesday, 23 June 2009

"Rainbow Bridge" - kolejny odlot lat '60


"Rainbow Bridge" to jedna z zagrzebanych w lamusie czasu perelek, obrazujacych czasy schylku kontrkulturowego zrywu lat '60 w USA. Mimo, ze dlugi i meczacy (125 min.), dla miłośników filmów psychedelicznych "Rainbow Bridge" może być jednak kolejna pozytywna jazda po czaszce. Film, ktory w bardzo podobny sposób, co "Chappaqua" z Williamem S. Burroughsem, pokazuje wizje i nadzieje pokolenia '68, byłby tylko kolejnym paradokumentem o marzeniach odosobnionej grupy headow, walacych LSD, gdyby nie siedemnasto minutowy koncert Jimiego Hendrixa u podnóża wulkanu Haleakala na wyspie Maui, na Hawajach.

Tytuł filmu został wzięty od nazwy ashramu, praktykujacego na Maui jogę, tai chi i biorącego duże ilości środków psychedelicznych, który jest jednocześnie symbolem reprezentującym pro mistycznie nastawiony odłam kontrkultury. Akcja kręci się wokół osoby Pat Harley, która ucieka z czarnego getta w Nowym Jorku, by zamieszkać razem z członkami Rainbow Bridge. Pat jest niepokorna i bunczuczna, ale w końcu daje się wciągnąć w wir ćwiczeń jogicznych, astrologii i palenia haszu, przemycanego na Hawaje przez surfurow.

W filmie Chuck Wein (reżyser) zajął się wszystkim, mamy "wykłady" na temat pokojowej koegzystencji, pozbywania się ego, tripow po LSD, grupowego mantrowania, ekstatycznego wpływu muzyki rockowej, neopoganskich rytuałów z bębnami, a także ukrytej egzystencji kosmitów, kierujących ludzkość na dobry kurs. Szczególnie to ostatnie jest dla reżysera bardzo ważne i zostaje nawet wzmocnione przez profetyczny monolog wydawców filmu (Eagle Vision, 2001).

W filmie dwa momenty są bezcenne, nieprzytomny Jimmy Hendrix palący jointa i prowadzący mało skoordynowany dialog o motocyklistach, czarodzieju i braku potrzeby posiadania lidera :) oraz jego fantastyczny koncert, mający wyzwolić pole kosmicznej energii :) Szczegolnie polecam wielbicielom tego genialnego artysty!


5 comments:

rable said...

Dzięki, brzmi wybornie!

DioZos said...

Gdzież to można znaleźć w sieci? :)

Conradino Beb said...

Czy można znaleźć w sieci, nie wiem :(
Osobiście oglądałem to na DVD (Eagle Vision, 2001). Po premierze tego filmu (1972), pojawił się album Hendrixa pod tym samym tytułem, mylnie sugerujący że jest to soundtrack, ale zawierający jedynie utwory studyjne.

rable said...

piracka zatoczka, jak zwykle ;)

LaMir said...

Dziéki za info:)