Wednesday, 2 April 2008

We made it, kurwa!



Ufff... właśnie wróciłem z mojej ulubionej imprezy w klubie Orleans, na której grają fayne steppasy, by oznajmić, że już nie jestem bezrobotny! Pracę dostałem o pierwszej nad ranem i się zajebiście kurwa cieszę! Wprawdzie nie wiem na ile dni w tygodniu i na jak długo, ale zawsze to jaskółeczka, zwiastująca poprawę losu :)

Nie byłoby tak jednak, gdyby nie moi przyjaciele, którzy zawsze mnie wygrzebują z kłopotów i którym niezmiernie jestem wdzięczny! Może faktycznie mam więcej szczęścia niż rozumu. Chciałem już pić z komputerem sam na sam za hajc z karty kredytowej i zostać w tempie ekspresowym alkoholikiem, ale mój przyjaciel rzekł: "Jeśli chcesz zacząć pić, najpierw oddaj mi moje pieniądze!" Jak możecie się domyślić, nie stać mnie na to, więc widać alkoholizm nie jest mi przeznaczony.

A rewres jest taki, że może to i fascynujące podniecać się duchami umarłych magów, poetów i innych niestabilnych życiowo osobników, którzy pili na umór, jak tylko coś nie szło po ich myśli, ale czasem warto podjąć wysiłek udźwignięcia życia na trzeźwo, czego wszystkim skłonnym do alkoholizmu na skutek niepowodzeń życiowych serdecznie życzę!

6 comments:

Sonial said...

Hehe, nie mówiłem (-śmy:)??? Będzie dobrze, coraz lepiej i lepiej!!!

Conradino Beb said...

to, ze dzisiaj jest lepiej, nie znaczy, ze jutro nie bedzie gorzej. u mnie to cale zycie dziala na zasadzie "co sie polepszy, to sie popieprzy" :)

goldenwhile said...

u Ciebie też? :P

Conradino Beb said...

no w zasadzie tak :)
ale okazuje sie, ze tym razem los byl laskawszy, wracam na herbatke szukajac tymczasem innej roboty...

Didżejka said...

dzięki za mądre przesłanie,zapamiętam ;) pozdrawiam i powodzenia!

Conradino Beb said...

udalo mi sie dzieki temu znowu wyjsc z klopotow, zostalem pomocnikiem chefa kuchni w magicznym Inspiral Lounge (http://www.inspiralled.net/)