Monday, 31 March 2008

Blues białego człowieka...



Kto by pomyślał, że w obliczu perspektywy poprawiających się warunków życiowych, które miałem jeszcze przed świątecznymi wakacjami w Polsce, nagle wszystko się popieprzy? A tu niestety, zaledwie wróciłem do Londynu, w ciągu dwóch dni straciłem wszystkie możliwości pracy...

Byłem wprawdzie w międzyczasie na jakiejś rozmowie kwalifikacyjnej w dużej firmie, na którą nawet garnitur kupiłem (na kartę kredytową), ale nie wpłynęło to jakoś znacząco na poprawę mojej sytuacji, gdyż w słuchawce telefonu nie rozległ się żaden głos.

Za ostatnie pieniądze opłaciłem w niedzielę mieszkanie i jedyne, co teraz mi się powiększa, to długi... kiedy skończy się jedzenie w lodówce, to nadejdzie chyba czas na myślenie o powiedzeniu "Żegnaj Wielka Brytanio!"

Każda cierpliwość ma swoje granice, a moją fatalną passę przydałoby się w końcu świadomie zamknąć! Czuję się już od dłuższego czasu, jak w złym śnie, na który mam minimalny wpływ. Ani magia, ani racjonalne myślenie już nie pomagają, los się po prostu do mnie nie uśmiecha.

I nieuchronnie przypomina mi się znakomity kawałek, "H2OGate Blues", w wykonaniu Gila Scotta-Herona, który zagnieżdżam wam poniżej:



4 comments:

Anonymous said...

foty z wieczoru na:
http://missile.wordpress.com/2008/03/28/we-are-connected/
pozdro i nie wymiękaj!

P@radyZ-ine

Sonial said...

... racja, nie wymiękaj, ale weź też pod uwagę, że jeżeli coś nie idzie tak jak chcesz, to może warto poddać się temu "nieiściu"...??? Może Pan Przypadek/Los/Pan Bóg/Koincydencje i HGW co jeszcze, ma dla Ciebie cos lepszego? Sam z resztą wiesz najlepiej. Spytaj się siebie:):):)
Pokój z Tobą.

Anonymous said...

Nie wyszła współpraca z "Nowym Czasem"? Szkoda

Conradino Beb said...

nie wymiekam! poki oddycham bede walczyl! cos sie zmienia, dzisiaj pojawily sie jakies opcje pracy, wiec moze nie zgine tak szybko :P

z "Nowym Czasem" caly czas wspolpracuje, ale nie jest to praca z tych, dajacyh duze pieniadze. to raczej praca dla pasji, ktora pozwala mi istniec w zawodzie.